Pod skrzydłami Najwyższego Artysty
Wszystko zaczęło się w najpiękniejszy z możliwych sposobów – od ciszy, skupienia i zawierzenia. Zanim padła komenda do oddania cum, zgromadziliśmy się w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Gdyni. Wspólna Msza Święta, odprawiona przed samym rozpoczęciem morskiej drogi, była naszym duchowym portem wyjścia. To tam, przed ołtarzem, oddaliśmy ten rejs w ręce Boga, prosząc o bezpieczne wiatry i otwarte serca. Z tym błogosławieństwem, prosto z kościelnych ławek, ruszyliśmy na spotkanie z przygodą.
Gdy zostawiliśmy ląd daleko za rufą Gedanii, szybko zrozumieliśmy, że ten rejs to nie tylko lekcja żeglarstwa, ale przede wszystkim niezwykłe rekolekcje. Morze otworzyło przed nami galerię obrazów, jakich nie sposób doświadczyć w codziennym pędzie. Dzięki Bożej uprzejmości i Jego bezgranicznej miłości do nas, każdego dnia stawaliśmy się świadkami cudów stworzenia. Bóg objawił się nam jako genialny malarz i artysta. Zachwycał nas monumentalnymi, płonącymi purpurą wschodami słońca, majestatycznym spokojem skandynawskich nocy i bezkresem horyzontu. Te kadry, malowane ręką samego Stwórcy na żywym płótnie nieba i wody, były dla młodzieży namacalnym dowodem na to, jak piękny i potężny jest świat, gdy zdejmie się żeglarskie rękawice i po prostu w zachwycie spojrzy w niebo.

Mówi się, że morze nie znosi udawania. Kiedy schodzisz pod pokład, a stal i drewno zaczyna pracować w rytm fal, zrzucasz z siebie wszystkie maski. Zostajesz tylko ty, wiatr i ludzie, od których zależy twoje bezpieczeństwo. Przez siedem dni młodzież ze szkół salezjańskich w Łodzi uczyła się tego niezwykłego języka Bałtyku, przemierzając niemal 800 kilometrów wodnego szlaku. Ale ta podróż mierzyła się w czymś znacznie ważniejszym niż mile morskie – mierzono ją w narodzinach prawdziwej wspólnoty.

We współczesnym świecie, gdzie młodzi ludzie tak często bywają uwięzieni w błękitnym świetle ekranów smartfonów, samotność staje się cichą epidemią. Można mieć setki wirtualnych znajomych i nie mieć nikogo, z kim można by pomilczeć. Ten rejs był odtrutką na tę codzienność. Telefony szybko straciły swoje magnetyczne przyciąganie, ustępując miejsca czemuś o wiele bardziej fascynującemu: rzeczywistości, którą trzeba poczuć dłońmi i przeżyć razem.
Śladami wschodnich, zachodnich i północnych wiatrów
Ich domem na ten tydzień stał się szkuner sztakslowy Gedania, a drogą – kapryśny Bałtyk. Trasa prowadziła przez miejsca pełne historii i surowego, skandynawskiego piękna. Pierwszym przystankiem po 34h nieustannej żeglugi była szwedzka Karlskrona, gdzie młodzież mogła zanurzyć się w opowieściach z dawnych lat, odwiedzając tamtejsze Muzeum Morskie.

Potem przyszedł czas na Bornholm – duńską wyspę pełną spokoju. Porty w Tejn i Nexø przyjęły młodych żeglarzy specyficzną, portową ciszą i zapachem wędzonych ryb.

W drodze powrotnej jacht zawitał jeszcze na Hel, gdzie wizyta w fokarium była chwilą wytchnienia i powrotu do polskich brzegów. Każdy z tych portów był inny, ale każdy uczył tego samego – szacunku do żywiołu i pokory.

Szkoła obecności i ciepło wspólnego kubka herbaty
To, co najpiękniejsze w tym rejsie, działo się jednak pomiędzy portami, na otwartej wodzie. Młodzież z Łodzi nie była tu tylko pasażerami, obserwatorem – stali się pełnoprawną załogą. Szybko okazało się, że żeglarstwo to najwspanialsza szkoła charakterów. Na pokładzie nie ma miejsca na "ja", liczy się tylko "my"
Prawdziwa odpowiedzialność rodziła się w drobnych gestach. W tym, że trzeba było wstać na nocną wachtę. W podaniu pomocnej dłoni przy wybieraniu szotów. W sterowaniu jachtem gdyż większość odsypiała trudne godziny na wzburzonym morzu. W zespołowych drobnych pracach konserwacyjnych. W cieple wspólnego kubka herbaty, wypitej w mesie po godzinach spędzonych na chłodnym wietrze czy przy wspólnym przygotowywaniu posiłków dla wszystkich.
W takich właśnie trudniejszych warunkach, kiedy trzeba było wspólnie stawić czoła wiatrowi i fali, pękały mury izolacji. Rodziły się znajomości, które mają szansę przetrwać lata. Wspólna praca fizyczna, tak rzadka w dzisiejszym życiu młodych, przyniosła im ogromną satysfakcję. Zobaczyli, że ich ręce potrafią okiełznać wielki jacht, a ich decyzje mają realne znaczenie.

Lekcja, której nie zapomną
Kiedy po siedmiu dniach intensywnego rejsu jacht w końcu dobijał do brzegu, a młodzież szykowała się do powrotu do Łodzi, w ich oczach widać było wyraźną zmianę. Wrócili inni – silniejsi, bardziej pewni siebie, a przede wszystkim bliżsi sobie nawzajem. Udowodnili, że żeglarstwo to sport niezwykle aktualny, który idealnie trafia w najgłębsze potrzeby współczesnego pokolenia. Daje im dokładnie to, za czym tęsknią na co dzień: autentyczną bliskość, przygodę bez sztucznych filtrów i poczucie, że są częścią czegoś większego.
Osiemset kilometrów przepłyniętych po Bałtyku zostawiło trwały ślad w ich sercach. Wspomnienia nocnego nieba pełnego gwiazd nad Bornholmem i smaku morskiej soli będą im przypominać, że prawdziwe życie tętni tam, gdzie jesteśmy dla siebie oparciem.
Na pokładzie nie ma miejsca na pozory. Zupełnie traci znaczenie to, ile masz obserwujących na Instagramie – tutaj liczy się tylko to, jak szybko potrafisz zareagować na komendę i pomóc koledze przy zwrocie przez sztag, r Wspólne przygotowywanie posiłków, codzienne sprzątanie i wymagająca obsługa jachtu stały się lekcją prawdziwej odpowiedzialności za grupę. Ten życiowy egzamin wszyscy zdali wyśmienicie!

Organizator Rejsu:
Sekcja Żeglarska Salezjańskiej Organizacji Sportowej SALOS - WODNA- ul. Wodna 34, 90-046 Łódź, [email protected]
Komandor Klubu: Paweł Wojciechowski tel. 509 411 682
kapitan s/y Gedania: dk. Adrian Seliga

