Autor: ks. Paweł Kłys
Wyświetleń: 99
Na pielgrzymce wszyscy jesteśmy przed Bogiem jednakowi - Kard. Konrad Krajewski o drodze Kościoła łódzkiego na Jasną Górę
Udostępnij

– Pielgrzymka to niezwykłe doświadczenie tajemnicy Kościoła. Wszyscy idziemy w jednym kierunku, ponosimy te same konsekwencje marszu, zmęczenie, obolałe nogi, pęcherze, ale też wszyscy sobie nawzajem pomagamy. Przed Panem Bogiem jesteśmy jednakowi – mówi kard. Konrad Krajewski, który w ostatnich dniach towarzyszył pielgrzymom Kościoła łódzkiego zmierzającym na Jasną Górę.

Ksiądz Kardynał miał okazję odwiedzić wiele pielgrzymek zmierzających z Łodzi i okolic na Jasną Górę. Czym wyróżnia się pielgrzymowanie Kościoła łódzkiego?

– Nasze pielgrzymowanie ma zupełnie inną specyfikę niż większość pielgrzymek w Polsce. Na przykład pielgrzymki tarnowska czy warszawska idą razem i wspólnie wchodzą na Jasną Górę. U nas natomiast właściwie każda parafia ma swoją pielgrzymkę. Kiedy starałem się do nich dojechać, co nieraz było bardzo trudne, widziałem, że wszystkie drogi prowadzące z Łodzi w stronę Częstochowy są zajęte przez pielgrzymów. Idziemy różnymi trasami, ale wszyscy zmierzamy w jednym kierunku.

To jest niesamowite świadectwo ludzi wierzących. Na początku każdej grupy idzie krzyż. Prowadzi nas Chrystus. A my idziemy wraz z Maryją do Maryi, aby usłyszeć to, co powiedziała w Kanie Galilejskiej: „Zróbcie wszystko, cokolwiek wam powie”.

Podczas tych dni Ksiądz Kardynał miał wiele okazji do spotkania z pielgrzymami. O czym rozmawiali?

– Przede wszystkim chcieli, żebyśmy się spotkali, zobaczyli, żebyśmy przez chwilę byli razem. Czasami chcieli zrobić sobie zdjęcie. Ale bardzo często powierzali mi również swoje intencje. Prosili, żebym zaniósł je na Jasną Górę.

Były też spowiedzi. Pielgrzymka w wielu grupach już pierwszego dnia wieczorem stawała się miejscem pojednania z Bogiem. Przyjeżdżali księża z Łodzi, bo liczba osób, które chciały rozpocząć drogę w stanie łaski uświęcającej, była ogromna.

Pielgrzymka jest także miejscem zadawania pytań.

– Tak. I to jest właśnie Kościół. To jest pewien obraz tego, jak Kościół powinien funkcjonować. Podczas pielgrzymki przez mikrofon zadawano najróżniejsze pytania – o Kościół, o życie, właściwie o wszystko. Czasami były to pytania naprawdę niezwykłe, nawet o to, jak będzie w niebie.

W naszych kościołach podczas liturgii ksiądz ma mikrofon, a ludzie słuchają. Na pielgrzymce często jest odwrotnie. Wszyscy mają dostęp do mikrofonu, a ksiądz jest nieraz tym ostatnim, który odpowiada. Nie zawsze zresztą musi odpowiadać ksiądz. Czasem odpowiadają inni pielgrzymi.

Ważnym elementem pielgrzymowania były również nabożeństwa pokutne, adoracja i spowiedź.

– Oczywiście. Wszyscy nasi biskupi spowiadali pielgrzymów, każdy w innym miejscu. Nie było właściwie takiej grupy pielgrzymkowej, w której nie szedłby albo nie był obecny biskup. Niesamowitą posługę pełnił bp Zbigniew Wołkowicz, który przez wszystkie dni szedł każdego dnia w innej grupie, w innej pielgrzymce.

Zabrałem również księży z Łodzi. Wypełniliśmy nasze samochody i przyjechaliśmy, żeby wspomóc kapłanów i być z pielgrzymami. Były także nabożeństwa adoracyjne, wystawienie Najświętszego Sakramentu i czas modlitwy w ciszy, by po prostu być przed Bogiem.

W Brzeźnicy Nowej uczestniczyłem w nabożeństwie, które było przygotowane w duchu Taizé. Przygotowujemy się przecież do wielkiego spotkania na przełomie roku i chcieliśmy już teraz wejść w atmosferę wspólnej modlitwy, która będzie proponowana młodym ludziom z całej Europy.

Ksiądz Kardynał od wielu lat jest związany z pielgrzymką – najpierw jako młody człowiek, potem kleryk, ksiądz, arcybiskup, a dziś jako pasterz Kościoła łódzkiego. Co to dla Księdza Kardynała oznacza?

– Kilka razy, kiedy dojeżdżałem do którejś z grup, ksiądz Hieronim podwoził mnie samochodem kilka kilometrów. Potem siadałem sobie w rowie i czekałem, aż przejdą wszystkie grupy, a następnie dołączałem do ostatniej

I słyszałem wtedy takie słowa: „Patrzcie, pasterz patrzy na owce, które ma prowadzić”.

Myślę, że to był piękny obraz. Wszyscy idziemy razem, w jednym kierunku. Wszyscy ponosimy te same konsekwencje marszu – zmęczenie, obolałe nogi, pęcherze. Wszyscy sobie nawzajem pomagamy. Wszyscy jesteśmy przed Panem Bogiem jednakowi. Tylko funkcje mamy inne.

Mnie przypadła funkcja, by w Kościele łódzkim być pierwszym sługą. Dlatego starałem się służyć i być obecnym we wszystkich grupach naszej pielgrzymki.

Co Ksiądz Kardynał odkrywa w sobie podczas pielgrzymowania?

– Pan Bóg we mnie oddycha. Kiedy jestem na pielgrzymce, po prostu wiem, że to jest On, że to On mnie prowadzi. To jest nieprawdopodobne przeżycie tajemnicy Kościoła.

Potem wracamy do naszych domów, do miejsc, w których przychodzi nam żyć i pracować, i niesiemy ze sobą ten oddech, który udało nam się zdobyć podczas pielgrzymowania.

A najpiękniejsze jest jeszcze to, że bardzo często nie znamy się wcześniej w tej grupie. Idziemy razem, a kiedy przychodzi moment rozstania, wiem, że jesteśmy Kościołem.

Wyjątkowym momentem jest wejście przed Szczyt Jasnogórski. Ksiądz Kardynał był tam razem z pielgrzymami, także podczas gestu pokłonu i modlitwy w milczeniu. Co Ksiądz Kardynał wtedy czuje?

– Jestem jednym z nich. Kiedy wszyscy tutaj położyli się krzyżem przed Jasną Górą, ja również chciałem być jednym z nich. Nie mogło być inaczej.

To jest także gest całkowitego powierzenia się Bogu. Mówię Mu w ten sposób: chcę Ci służyć całkowicie.

A kiedy Ksiądz Kardynał stanie przed Cudownym Obrazem Matki Bożej Jasnogórskiej? Co powie Maryi?

– Ja Jej nic nie powiem. Będę chciał, żeby Ona popatrzyła na mnie. Żeby popatrzyła na Kościół łódzki i żeby nam pobłogosławiła.

Udostępnij