Autor: Archidiecezja Łódzka
Wyświetleń: 125
Dobroć, która została | Pierwsza rocznica śmierci ks. Jana Czekalskiego
Udostępnij

W pierwszą rocznicę śmierci ks. Jana Czekalskiego wspólnota parafii Matki Boskiej Fatimskiej w Łodzi zgromadziła się na Eucharystii, by dziękować Bogu za jego życie i kapłaństwo. Mszy Świętej przewodniczył kard. Konrad Krajewski. Po Eucharystii wierni trwali na modlitwie uwielbienia, a następnie spotkali się w parafialnym ogrodzie przy wspólnym stole i ognisku.

– Gromadzi nas dziś pierwsza rocznica śmierci ks. Jana. Dzień, kiedy ziarno pszenicy jego życia, wpadłszy w ziemię, obumarło, ale obumarło po to, aby wydać konkretny owoc. Wy jesteście tym owocem – mówił na początku Eucharystii ks. Adam Grałek, proboszcz parafii Matki Boskiej Fatimskiej. Jak podkreślił, tego dnia wspólnota chce przede wszystkim uwielbić Boga za życie, kapłaństwo i „znikanie” ks. Jana – po to, aby jeszcze wyraźniej objawił się Jezus Chrystus Zmartwychwstały obecny we wspólnocie Kościoła, którą zmarły kapłan budował z wielką otwartością i ufnością.

Homilię wygłosił ks. Hieronim Wróblewski, sekretarz kard. Konrada Krajewskiego i były wikariusz parafii. Nawiązując do często powtarzanych przez Księdza Kardynała słów o tym, że najważniejsze jest, by nie przesłaniać sobą Pana Boga, wskazał, że właśnie taki był ks. Jan.

ZOBACZ TAKŻE: Msza święta dziękczynna za życie i posługę śp. ks. Jana Czekalskiego

– Niewiele osób pamięta jakieś szczególne cytaty, może nawet niewiele osób pamięta jakieś szczególne zachowania. Ale za to wszyscy pamiętają to jedno – dobroć, która rozsiewała się wokół niego – mówił ks. Wróblewski.

Ta dobroć była widoczna szczególnie w jego spotkaniach z ludźmi, których inni często omijali. Kaznodzieja wspomniał sytuację, gdy ks. Jan, mimo deszczu i chłodu, stał przed kościołem i rozmawiał z bezdomnymi oraz osobami zmagającymi się z uzależnieniem. Podawał im rękę, uśmiechał się i po prostu był z nimi.

– Tych takich najbardziej ukochanych – powiedział ks. Hieronim, przypominając, że ks. Jan nigdy nie chciał zamykać Kościoła w bezpiecznej przestrzeni tych, którzy już do niego należą.

W homilii pojawiła się także historia kapłańskiego powołania ks. Jana. Sam mówił, że początkowo nie chciał zostać księdzem. Studiował fizykę, jednak po pierwszym roku uznał, że „Pan Bóg zwyciężył” i nie ma już sensu walczyć z Jego wezwaniem. Doświadczając Bożej miłości, sam zaczął nią żyć i dzielić się z innymi.

ZABACZ TAKŻE: Ostatnie pożegnanie śp. ks. Jana Czekalskiego

Wspominając ostatnie chwile życia ks. Jana, kaznodzieja mówił o niezwykłym blasku, który pojawił się na jego twarzy w chwili śmierci. W jego bardzo wyniszczonym chorobą ciele można było dostrzec na nowo pogodę, uśmiech i światło. Był to dla niego znak nadziei – przypomnienie, że chrześcijańska Pascha prowadzi ze śmierci do życia.

Po Eucharystii wierni zgromadzili się na modlitwie uwielbienia przed Najświętszym Sakramentem. Później przyszedł czas na wspólne spotkanie w parafialnym ogrodzie. Przy stole i ognisku były rozmowy, wspomnienia, łzy wzruszenia, ale też dużo uśmiechu.

Było to spotkanie bardzo „Jankowe” – proste, otwarte i pełne ludzi. Takie, jakiego sam z pewnością by sobie życzył. Każdy mógł opowiedzieć swoją historię spotkania z ks. Janem i po raz kolejny odkryć, że choć minął rok od jego odejścia, dobro, które rozsiewał, wciąż przynosi owoce.

„Dobrze, że jesteś” – tymi słowami ks. Jan często rozpoczynał i kończył rozmowę. Nie zawsze wypowiadał je słowami. Czasem mówiły je jego gesty, uśmiech i zwyczajna obecność. Dziś te słowa pozostają w sercach tych, którzy go spotkali.

Udostępnij