Proszę Księdza Kardynała, zakończyły się wakacje, a wraz z nimi rekolekcje oazowe, w których Ksiądz Kardynał w tym roku, jako pasterz Kościoła łódzkiego, bardzo intensywnie uczestniczył. Czym dla Księdza Kardynała były te spotkania i z dziećmi, i z młodzieżą w czasie oaz?
– To nieprawdopodobna radość wakacyjnych spotkań. Starałem się trochę, jak ojciec Pio, być w kilku miejscach naraz. Nie udało mi się, ale wiele turnusów oazowych odwiedziłem, szczególnie w Beskidzie Sądeckim. Nie udało mi się pojechać do Pragi, nie udało mi się pojechać do Lublina czy też do Gdańska, gdzie dojechał biskup Piotr. To nieprawdopodobne dwa tygodnie radości, dobroci, mierzenia się z samym sobą, a jednocześnie życie Ewangelią.
Życie Ewangelią i trzymanie się za rękę Matki Bożej, bo rekolekcje oazowe oparte są o tajemnice Różańca. Wrzesień to nie tylko miesiąc rozpoczęcia nauki w szkole, ale także trochę jest to miesiąc nostalgiczny, bo zaczynamy myśleć o tym, co minęło, o tych pięknych momentach. I dlatego chciałbym wszystkich, którzy byli na oazach, zaprosić do parafii Matki Bożej Królowej Polski na Radogoszczu na Dzień Wspólnoty.
Czy może Ksiądz Kardynał zaprosić na to spotkanie?
– Tak. W niedzielę 20 września o godzinie 18 wspólnie będziemy celebrowali Mszę świętą, dziękowali Panu Bogu za dar wakacji i za to, żebyśmy go dobrze potrafili wykorzystać.
Podzielimy się więc świadectwami z tych dni. Ja też bardzo chętnie się podzielę i wkroczymy w nowy rok pełni radości, miłości, dobroci i skorzystania z tego, co przyniosły nam wakacje, pomnożenia tych dóbr, które otrzymaliśmy. Dlatego wszystkich oazowiczów z wielką radością zapraszam i będę na Was czekał w niedzielę 20 września o godzinie 18 na Radogoszczu.
Jeśli można dopytać: kiedy rozmawiałem z młodzieżą, którą Ksiądz Kardynał spotkał na oazach, oni często mówili, że to było wyjątkowe spotkanie, ponieważ mogli zadawać pytania. O co młodzi pytali Księdza Kardynała na oazach?
– O najróżniejsze rzeczy pytali. Młodzież jest bardzo odważna i pyta o to, co im leży na sercu. Na przykład ktoś mnie pytał, czy byłem kiedyś zakochany. No pewno, że byłem zakochany i nadal jestem zakochany. Oczywiście inaczej niż jak byłem młody. Ale pytano mnie, czy czytam książki. Pytano mnie, jak mi jest w Polsce po powrocie po 30 latach. Pytano mnie, czy byłem oazowiczem. Skąd się wziąłem na oazach? Mogłem im też poopowiadać o księdzu Blachnickim, którego spotkałem, będąc w liceum. Spotkałem go w Krościenku.
Przyznam się, że przespałem całe kazanie, bo to było zimą, byliśmy bardzo zmęczeni, ale dotykałem się tego błogosławionego człowieka, który zrodził, można powiedzieć, ten milionowy ruch w Polsce.Pytania były takie, na które mogłem odpowiedzieć, na które potrafiłem odpowiedzieć, ale one mówiły o kondycji naszej dzisiejszej młodzieży i czasem oni chcą wiedzieć o tym, o co ja nigdy bym ich nie podejrzewał.
Na przykład jedno pytanie: czy ksiądz ma czas na czytanie książek? Dzisiaj żyjemy, płacimy komórkami, zegarkiem, nie mamy czasu na nic, przeglądamy wiadomości i prawie się na nich nie zatrzymujemy, nie czytamy. I taki młody chłopak stał i pytał, czy ksiądz czyta książki. To jest refleksja, która we mnie jest. Czy ja mam czas na spokojne czytanie i oczytywanie się też w czasie tego zabiegania całodniowego? Czy poświęcam, czy mógłbym powiedzieć też tak jak Brandstaetter: „Biblia, Ojczyzno moja”, czy czytam Pismo Święte. Więc te pytania bardzo mi pomagają, tak żeby być biskupem w Łodzi.
Ksiądz Kardynał spotkał się z młodym Kościołem, młodym zaangażowanym Kościołem łódzkim. Rozśpiewanym Kościołem łódzkim. Co Księdzu Kardynałowi osobiście dało to spotkanie?
– Przede wszystkim nieprawdopodobna radość tych ludzi. Oni śpiewali, tańczyli. Nie było żadnego dystansu między nami, że najpierw tak przeglądamy się, kto to przyjechał, a jaki on jest. Nie, tam my byliśmy wszyscy już razem. I właśnie brak takiego dystansu, ponieważ już jestem dla nich starszym człowiekiem, po sześćdziesiątce, oni po piętnaście, czternaście latach.
Jak byłem na Oazie Dzieci Bożych, no to są w czwartej, piątej klasie. Na przykład jedno dziecko mi od razu zapytało mnie, czy ja lubię krupnik. Ja mówię: uwielbiam krupnik. A ta dziewczynka mówi: „A u nas na Oazie to nikt kaszy nie lubi”. I od tego zaczęła się cała rozmowa. Więc myślę, że to jest piękne. To jest tak jak Jezusowi. Zadawano pytania o wszystko. Nawet o to, czego nie mógłby nigdy się spodziewać, że takie pytanie może powstać. Oni mnie o wszystko pytali. I myślę, że to jest dla mnie piękne, że swojego biskupa można o wszystko zapytać.
To był też czas modlitwy. Ksiądz Kardynał też tam się z nimi modlił. Czy młody Kościół łódzki modli się?
– Modli się i zawstydza mnie. Chyba dwie Oazy zastałem, ponieważ ja nie uprzedzałem wcześniej, że przyjadę, bo nie wiedziałem, czy dam radę dojechać do nich. Więc chyba dwie Oazy spotkałem na modlitwie, na Adoracji Najświętszego Sakramentu. I ja tam po prostu tylko w ciszy klęczałem razem z nimi. I słuchałem, patrzyłem, jak oni się modlą, jak oni mają bezpośrednią relację z Panem Bogiem.Jak w tej modlitwie szybko przychodzą do tańca. Kiedy była piosenka bardzo rytmiczna, wstawali z ławek i tańczyli. Rozkładali ręce, pląsali, trzymali się razem. Tworzyli taki orszak taneczny. Ja już jestem chyba troszkę poza tym. Potrzebowałbym czasu. Chętnie z nimi się włączałem, ale wiedziałem, że ja już jestem troszkę inny.
Każdy czas ma swój sposób wyrażania relacji z Bogiem, modlitwy z Bogiem. I chyba oni mi przypominają, żeby czasem się nie zestarzeć w tym. Żeby nie przyzwyczaić się do pewnych form i żeby się nie wydawało, że one są najważniejsze. Kościół młody jest nam bardzo potrzebny, bo nas bardzo dużo uczy.
Nie zestarzeć się w tym. Czy te wyjazdy, odwiedziny oaz były powrotem do oazowej przeszłości?
– Tak, bo ja w tamtych stronach, szczególnie w Beskidzie Sądeckim, wszędzie byłem na oazach. Przez tyle lat jeździłem, potem jeździłem jako kleryk. Jeździłem potem jako ksiądz przyjeżdżający z Rzymu.To jest moje miejsce na ziemi uprzywilejowane, gdzie uczyłem się kochać Pana Boga, uczyłem się kochać ludzi. I bardzo się cieszę, że tam są nasze oazy i że tak dużo młodzieży, w cudzysłowie, „marnuje czas wakacyjny”, a okazuje się, że jest to czas bardzo skuteczny, bardzo potrzebny i bardzo zbliżający nas do Boga i do ludzi.
Kiedy Ksiądz Kardynał słyszy słowo „oaza”, to…?
– Oaza to jest moje życie. Oaza mnie przygotowała do kapłaństwa, oaza mnie przygotowała do dojrzewania jako młodego człowieka. Ona mnie uczyła, jak patrzeć na drugą osobę. Oaza mnie uczyła, żeby stawiać Jezusa w centrum dnia i swojego życia. Oaza mnie uczyła piękna liturgii. Ja chyba dlatego zostałem ceremoniarzem papieskim, że wychowywała mnie oaza do piękna liturgii.
Kiedy mistrz ceremonii przyjechał tutaj wraz z papieżem Janem Pawłem II i zobaczył, jak była przygotowana liturgia na Lublinku, to spytał się, kto to przygotowywał. No i ówczesny biskup, arcybiskup Ziółek, wskazał na mnie. I on mówił: „Ten powinien iść do Rzymu i studiować liturgię papieską”. I tak się stało. Więc to dzięki oazie jestem, to mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością, jestem tym, kim jestem.
Czy Ksiądz Kardynał cieszy się z tegorocznych oaz wakacyjnych młodych?
– Tak, tak, tak. Były naprawdę moją wielką radością. Odwiedzałem także oazy nie nasze diecezjalne, które były w górach. To jest Kościół młody, to jest Kościół, który tchnie nadzieją. To jest Kościół, który nas nie będzie, a on będzie.
