Autor: ks. Paweł Kłys
Wyświetleń: 101
Ks. Helik: Stanisława Leszczyńska miała sumienie, którego nie sprzedała!
Udostępnij

Każdego 11 dnia miesiąca w krypcie kościoła pw. Wniebowzięcia NMP w Łodzi na Placu Kościelnym, gdzie spoczywają doczesne szczątki Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej, celebrowana jest Msza święta o rychłe wyniesienie do chwały ołtarzy bohaterskiej Łodzianki - Położnej z Auschwitz.

W czwartek 11 czerwca br. Mszy świętej przy grobie Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej przewodniczył ks. Krzysztof Helik - proboszcz parafii na starym mieście. W liturgii obok sióstr zakonnych i licznie zgromadzonych wiernych uczestniczyła wyjątkowa osoba - p. Ewa Mahaj -Antosiewicz, która jest jednym z 3 tys. dzieci, które przyjęła Stanisława Leszczyńska jako położna w nazistowskim obozie. Pani Ewa przyjechała do Polski ze Stanów Zjednoczonych na zaproszenie warszawskich położnych i dzisiejsza jej obecność przy grobie  Stanisławy Leszczyńskiej była długo wyczekiwanym spotkaniem z tą, której zawdzięcza swoje życie.

W homilii ks. Helik wskazując na postać Położnej z Auschwitz powiedział - Czyż życie Stanisławy Leszczyńskiej nie było właśnie taką Ewangelią, przeżywaną bez wielkich deklaracji, tak po prostu w codzienności? Ona nie miała w obozie ambony. Stanisława nie miała w obozie mikrofonów, tłumów, które by ją słuchały. Miała w serce wierzące i to jej wystarczyło. Miała ręce gotowe do służby, ale przede wszystkim wiecie co miała? Sumienie, którego nie sprzedała. Miała modlitwę, której nikt jej nie mógł odebrać i miała miłość, która była mocniejsza niż lęk. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Stanisława otrzymała od Boga dar wiary, dar życia. Otrzymała dar szczególnej macierzyńskiej wrażliwości. Otrzymała dar powołania położnej, bo to jest wielki dar. I to wszystko, co otrzymała od Boga, oddała innym. Niczego nie zatrzymywała dla siebie. Nie pytała, czy się to opłaca, nie pytała, czy będzie bezpiecznie, nie pytała, czy ktoś jej za to podziękuje. W godzinie próby dawała to, co miała najcenniejszego. Wszystko, swoją miłość. - zauważył proboszcz łódzkiej parafii.

Nawiązując do osoby Pan Ewy uczestniczącej w liturgii duchowny zauważył - Dziś przy jej grobie stoi Pani Ewa. Dziecko, które przeżyło. Można powiedzieć,  żywy owoc - Pani Ewo jest pani żywym owocem tamtej posługi Stanisławy Leszczyńskiej w obozowym baraku. Jest pani świadkiem, że miłość nie umiera. Żywy dowód, że dobro uczynione w ukryciu potrafi po latach wrócić z modlitwą, z wdzięcznością tutaj. Czy to nie jest cud? Pani Ewo, kiedy patrzymy dziś na panią, przynajmniej moje serce bardzo się wzrusza. Bo widzimy nie tylko historię pani życia, ale widzimy w pani twarz tych wszystkich mich dzieci, którym Stanisława pomogła przejść na świat. Widzimy twarz matek, które drżały o swoje dzieci. Widzimy twarz tych, których imion może już nikt nie pamięta, ale których imiona są zapisane w sercu Boga. Pani obecność jest dzisiaj jak kazanie bez słów. Mówi nam pani swoją obecnością, że warto ocalać życie. Warto być wiernym Bogu. Warto czynić dobro. Nawet wtedy, gdy świat oszalał.) Jestem przekonany, że dziś Stanisława Leszczyńska z nieba patrzy na te chwile z matczynym wzruszeniem. A może nawet mówi, Panie Boże, oto jedno z dzieci, które wtedy wziąłeś w swoje ręce. Oto życie, które ocaliłeś przez moją skromną posługę. Oto dowód, że Twoja łaska jest większa niż cierpienie, niż ból. Modlimy się dziś o beatyfikację służebnicy Bożej Stanisławy Leszczyńskiej. - mówił duchowny.

Przed zakończeniem Eucharystii ks. Helik podziękował Panie Ewie za jej obecność i wspólną modlitwę, a uratowana jako dziecko podzieliła się świadectwem swojego spotkania - przed laty - ze Stanisławą Leszczyńską.  - Miałam dwadzieścia parę lat, jak ją spotkałam w Teatrze Wielkim, kiedy zostało wystawione oratoriom ku  upamiętnieniu tamtych wydarzeń . Byłam zgromadzona z innymi dziećmi Oświęcimia, bo jesteśmy nimi do końca życia. Po spektaklu widzę tak, idzie ze swoją świtą, a ja stoję ze swoimi, wręczono mi właśnie kwiaty, żeby jej dać, a ona podeszła i spojrzała na mnie. A ktoś powiedział, zobacz, oto twoja Ewa, a ona wzniosła te ręce wysoko i zaczęła wołać, Panie Boże, Panie Boże ukochany, jakżeż ma podziękować Tobie, że nadałam jej to imię - Ewa.  Ona przeżyła dzięki Tobie! Mówiąc szczerze, nikt nie chciał dać imienia Ewy, żadna z matek nie chciała dać imię Ewa. Dlaczego? Dlatego, że Hitler miał Ewę Braun, więc cóż, może być druga Ewa? Od razu bym przyszła z zastrzykiem fenolu i zgładzili, a ona, jak właśnie wiemy i słyszymy, była tak wielką katoliczką, że nowonarodzone dziecko brała wodę, obojętnie czy to Polak, katolik, bo przecież Żydówki rodziły, Rosjanki rodziły, ona brała wodę i nadawała imię, bo mówiła, że dziecko nie może umrzeć bez chrztu i imienia. Kiedy wręczyłam jej kwiaty, wzięłam jej rękę i zaczęłam całować jej każdy palec, a ona mnie wyrywała. A ja jej powiedziałam, słuchaj, pozwól mi, przecież zobacz, na tym świecie Ty pierwsza dotykałaś mnie, więc… , no cóż kwiaty, no cóż uścisk, ale te ręce, te palce, pozwól mi, że ja w ten sposób uchylę głowę przed Tobą całując Twoje palce. Wtedy właśnie przytuliła mnie i dziękowała i to było moje drugie spotkanie, które Pan Bóg jakoś tak mi dał. - wspominała Mahaj -Antosiewicz.

Dzisiejsze uroczystości zakończyła modlitwa przy grobie Stanisławy Leszczyńskiej o rychłą beatyfikacje Służebnicy Bożej, bohaterskiej Łodzianki - Położnej z Auschwitz.

Stanisława Leszczyńska urodziła się 8 maja 1896 roku w Łodzi. Ochrzczona została w kościele parafialnym pw. Wniebowzięcia NMP. Jej rodzice Jan i Henryka Zambrzyccy mieszkali na Bałutach, przy ul. Żurawiej 7.

Po ukończeniu Szkoły Położniczej w Warszawie Stanisława Leszczyńska razem z rodziną wróciła do Łodzi podjęła pracę położnej, którą wypełniała przez następne 40 lat. 17 kwietnia 1943 r. Stanisława z córką Sylwią po przesłuchaniach w siedzibie gestapo zostały przewiezione do obozu koncentracyjnego w Oświęcimiu. W czasie rewizji poprzez okazanie zaświadczenia uprawniającego ją do wykonywania zawodu położnej została mianowana położną obozową. Do 1945 r. każdego dnia przyjmowała nowonarodzone dzieci i pomagała ciężarnym matkom.

Po czasie obozu koncentracyjnego Stanisława Leszczyńska zamieszkała w Łodzi przy ul. Zgierskiej 99 i pracowała jako położna. Zmarła 11 marca 1974 r. Pogrzeb odbył się na cmentarzu św. Rocha na Radogoszczy w Łodzi. W 1996 r. szczątki Stanisławy Leszczyńskiej przewieziono do kościoła Wniebowzięcia NMP, w którym została ochrzczona.

11 marca 2024 r. oficjalnie zakończono diecezjalny etap procesu beatyfikacyjnego Sługi Bożej Stanisławy Leszczyńskiej. Dokumenty przekazano do Watykanu w celu ich dalszego rozpatrzenia.

Udostępnij
Galeria zdjęć