Autor: Ks. Paweł Gabara
Wyświetleń: 241
Komunia święta pod dwiema postaciami - rozmowa z ks. S. Sosnowskim, liturgistą
Udostępnij

Z ks. Sławomirem Sosnowskim – teologiem liturgii, rekolekcjonistą i ojcem wspólnoty Ognisko Miłości (Foyer de Charité) w Olszy rozmawia ks. Paweł Gabara. Kardynał Konrad Krajewski zachęcił kapłanów – również wydając stosowny dokument – aby w każdy czwartek podczas Mszy św. udzielali wiernym komunii świętej pod dwiema postaciami. Ma to pomóc w głębszym przeżywaniu ustanowienia sakramentu Eucharystii przez Pana Jezusa. W związku z tym wśród wiernych pojawiają się pewne pytania, które chciałbym przywołać?


Czy dotychczas, przyjmując komunię świętą pod jedną postacią, uczestniczyliśmy w niej nie w pełni? Czy dopiero przyjęcie pod dwiema postaciami oznacza pełnię uczestnictwa?

Jeśli mówimy o „pełni”, to chodzi o pełnię znaku – znak bardziej wymowny. Pan Jezus powiedział: „bierzcie i jedzcie” oraz „bierzcie i pijcie”. Zachęca nas tym samym do przyjmowania Jego Ciała i Krwi, do jednoczenia się z Nim w znaku uczty, w której On sam staje się pokarmem i napojem.

Znak uczty odsyła nas również do obrazu życia wiecznego – tej rzeczywistości szczęścia, którą Pismo Święte przedstawia jako ucztę, czyli pełne zjednoczenie z Bogiem. Współcześnie nie rozumiemy uczty jako głębokiego spotkania i wspólnoty przy jednym stole. Uczta zakłada zarówno pokarm, jak i napój. Picie z kielicha w symbolice biblijnej wiąże się także z udziałem w ofierze. Jezus modli się: „Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich!”. Kielich jest więc znakiem zarówno cierpienia, jak i udziału w radości.

Dlatego znak komunii świętej pod dwiema postaciami jest pełniejszy im głębiej go rozumiemy i przeżywamy. W znaku chleba i wina wchodzimy w tajemnicę Eucharystii. Nie oznacza to jednak, że kiedy przyjmujemy ciało i krew Pana Jezusa przyjmujemy więcej łaski. Chrystus jest w pełni obecny pod każdą z tych postaci. Różnica polega na tym, że pełniejszy znak może nas bardziej otworzyć na przyjęcie tej samej łaski.

Skąd zatem wzięła się praktyka przyjmowania komunii świętej tylko pod jedną postacią?

W historii Kościoła wynikało to głównie ze względów praktycznych. Pojawiały się trudności m.in.: z pytaniem, ile należy konsekrować wina, jak je przechowywać oraz to, że w krajach północy wino było trudno dostępne. Uznano więc, że skoro Chrystus jest w pełni obecny pod każdą z postaci, wystarczy zatem przyjmowanie Go w jednej – pod postacią chleba. Temat ten powrócił w czasie reformacji, kiedy podkreślano konieczność przyjmowania komunii świętej pod dwiema postaciami. W odpowiedzi Kościół katolicki mocno zaakcentował, że Chrystus jest obecny w całości pod każdą z nich, że uczestniczymy w tych owocach Eucharystii, gdy przyjmujemy jedną postać, a Msza św. jest przede wszystkim ofiarą (choć nie wyklucza to jej charakteru uczty). Aby uniknąć przekonania, że jedni otrzymują „więcej” łaski niż inni, zabroniono udzielania komunii świętej pod dwiema postaciami aż do czasów Soboru Watykańskiego II. Po Soborze stopniowo rozszerzano możliwości jej udzielania, aż do obecnej praktyki, w której biskup diecezjalny może zezwolić kapłanowi na podejmowanie takiej decyzji według jego rozeznania. Dzisiejsza zachęta kardynała Krajewskiego do udzielania Komunii Świętej pod dwiema postaciami wpisuje się w ten proces – stopniowego przyzwyczajania wiernych do korzystania z pełniejszego znaku.

Niektórzy zauważają, że komunia święta pod dwiema postaciami była dotąd zarezerwowana dla wybranych grup. Czy taka uwaga jest uzasadniona?

To ograniczenie wynikało głównie z praktycznych względów. W małych grupach łatwiej o skupienie i świadome przeżycie znaku, a także o uniknięcie niebezpieczeństwa profanacji, np. rozlania Krwi Pańskiej. Warto jednak zauważyć, że istnieją różne formy udzielania komunii świętej pod dwiema postaciami. Najpełniejszą jest spożywanie z jednego chleba i picie z jednego kielicha – jak podczas Ostatniej Wieczerzy – co jest możliwe właściwie tylko w małych wspólnotach. Natomiast częściej stosowaną formą udzielania Komunii pod drugą postacią jest tzw. intynkcja, czyli zanurzenie hostii w Krwi Pańskiej. To rozwiązanie znacznie ogranicza trudności praktyczne i pozwala na udzielanie komunii świętej pod dwiema postaciami większej liczbie wiernych. Kościół dopuszcza taką praktykę także w dużych zgromadzeniach, na przykład podczas Wigilii Paschalnej. Tym bardziej więc nie ma przeszkód, aby stosować ją w czwartkowych Mszach św., które zwykle gromadzą mniejszą liczbę wiernych.

Co powinni zrobić kapłani, aby wierni właściwie zrozumieli ten znak? Czy potrzebna jest katecheza?

Katecheza jest konieczna. Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego wyraźnie wskazuje, że jeśli wprowadza się pełniejszy znak, należy go odpowiednio wyjaśnić. Trzeba podkreślić, że nie chodzi o „lepszą” komunię świętą w sensie większej ilości łaski. Chcę ponownie podkreślić, że Chrystus jest w pełni obecny pod każdą z postacią. Pełniejszy znak pomaga natomiast głębiej przeżyć Eucharystię i bardziej się na nią otworzyć. Warto też przypomnieć, że w szczególnych sytuacjach – np., gdy ktoś nie może przyjąć hostii (chorzy, którzy nie mogą przełykać stałego pokarmu, chorzy na celiakię) – komunię świętą można udzielić tylko pod postacią wina. To również pokazuje, że każda z postaci zawiera w pełni tego samego Chrystusa.

Czy historyczne ograniczenie komunii świętej pod dwiema postaciami wpłynęło na rozwój adoracji Najświętszego Sakramentu?

W pewnym sensie tak. W średniowieczu obserwujemy nie tylko zanik komunii świętej pod dwiema postaciami, ale także coraz rzadsze przystępowanie do komunii w ogóle. Dlatego Sobór Laterański IV (1215 r.) wprowadził obowiązek przyjmowania jej przynajmniej raz w roku, w okresie wielkanocnym. W tym kontekście pojawiła się silna potrzeba „oglądania” Eucharystii – kontemplacji zamiast częstego spożywania. Hostia jest widzialna, można ją wystawić do adoracji, natomiast postać wina – przechowywana w kielichu – nie sprzyja takiej formie kultu. Dodatkowo przechowywać w tabernakulum można tylko postać chleba. To również wpłynęło na rozwój praktyki adoracji Najświętszego Sakramentu w formie, jaką znamy dzisiaj.

Udostępnij