O posłudze diakonów stałych w Rzymie i w Kościele Łódzkim opowiada kard. Konrad Krajewski w wywiadzie udzielonym portalowi Archidiecezji Łódzkiej.
Czy kardynał posługując w Rzymie współpracował z diakonami stałymi?
Jest ponad 120 diakonów stałych w Rzymie. Myślę, że na prawie czteromilionową diecezję to nie jest aż tak dużo. To są niesamowici mężczyźni Kościoła, ludzie Kościoła, którzy świetnie znają diecezję rzymską, samo miasto, ponieważ oni pracują w mieście, a jednocześnie są to ludzie Kościoła, którzy zostali wybrani, tak jak u początków utworzenia się Kościoła, powstała instytucja diakonów, do posługi. By apostołowie zajmowali się tym, co najważniejsze, a więc modlitwą i przebywaniem wraz z Chrystusem w takim intymnym zjednoczeniu, potrzebni byli ci, którzy ich, można powiedzieć, zastępowali w miłosierdziu.
Czy w Biurze Jałmużnika Papieskiego posługiwali diakoni stali?
Sam w Biurze Dobroczynności jako Jałmużnik Papieski współpracowałem z dwunastoma diakonami. Wśród nich nawet był generał karabinierów, byli nauczyciele, był lekarz. Oni przyjmowali bezdomnych, którzy pukali do Watykanu. Oni wprowadzali ich w świat pomocy. Oni decydowali o formie pomocy dla nich, bo każdy z nich miał inną historię, każdy z nich miał inne potrzeby. Ktoś potrzebował paszportu, ktoś potrzebował, żeby uzupełnił uzębienie, ktoś żeby mieć nowe okulary, a ktoś inny potrzebował po prostu wysłuchania. To oni prowadzili prysznice, to oni prowadzili domy dla bezdomnych, noclegownie. To oni gromadzili ich w różnego rodzaju grupy wsparcia. To oni dokonywali także pierwszych decyzji związanych z przywróceniem godności tym ludziom. Druga rzecz, oni pracując w mieście, znali doskonale jak ta pomoc funkcjonuje i też mogli docierać tam, gdzie właściwie żaden z nas kapłanów dotrzeć by nie mógł, bo dla nas ta przestrzeń jest zamknięta, szczególnie w zakładach pracy, w urzędach. To ludzie żyjący w rodzinie. Najczęściej, owszem, byli też pośród nich już wdowcy, ale to są ludzie, którzy wychowali swoje dzieci, którzy wiedzą, jakie problemy są rodzinne i którzy także wspierani są przez swoje rodziny, przez swoje żony, bo mówimy oczywiście o diakonach stałych. To jest niesamowicie bogata i piękna cząstka Kościoła i dzięki nim można powiedzieć, że wielu ludzi zaczyna żyć Ewangelią.
Czy możemy powiedzieć, że diakoni stali w Rzymie, ale także i tutaj w Polsce żyją trochę w dwóch światach? W świecie domu, rodziny, pracy codziennej i w świecie Kościoła, posługi dobroczynnej?
Tak. Diakoni do Kościoła wnoszą całą tradycję rodziny, a do rodziny i do takiej rzeczywistości, w której pracują, zanoszą, można powiedzieć, Kościół. To taka symbioza nieprawdopodobna i też swoje doświadczenie.
To są na ogół już bardzo statecznie ludzie ukształtowani, także ich wierzę, to jest ich wybór i żeby być diakonem stałym, to musi się rodzina zgodzić, musi przede wszystkim żona się zgodzić, jak i także przyzwolenie dzieci. Nigdy tego nie można robić wbrew. (Są w dwóch światach, które się przenikają i oni potrafią świetnie się w tym odnaleźć.
Ksiądz kardynał powiedział, że 12 diakonów współpracowało z księdzem kardynałem tam w Urzędzie Dobroczynności Kościoła czego łódzcy diakoni stali mogliby się oni nauczyć od tych rzymskich diakonów?
Przede wszystkim w Rzymie miałem tylko 12, a tu mam 24 plus 7 przygotowujących się. Oni wszyscy są już zajęci, oni wszyscy są zagospodarowani przez kardynała Rysia, bo to on, można powiedzieć, wskrzesił tą najbardziej posługę znaną w Kościele od początków Kościoła i to są ludzie, którzy są przedłużeniem Prezbiterium.
Ja się bardzo cieszę z tego, spotykam się z nimi, współpracuję z nimi i także takie dziedziny, na których my się zupełnie nie znamy, oni są bardzo pomocni. Chociażby teraz, kiedy chcemy by centrum, odnowić niejako centrum pomocy rodzinie, to właśnie oni, którzy pochodzą z rodzin, którzy znają trudności rodzin, mogą przyjrzeć się temu ośrodkowi, który funkcjonuje bardzo dobrze, ale przyjrzeć się, żeby dać taki nowy oddech, oni jako członkowie rodzin, a oni jako członkowie Prezbiterium. Myślę, że to jest świetne połączenie i z tego mogą być tylko dobre owoce.
Nie we wszystkich diecezjach jeszcze jest diakonat stały. Czy powinniśmy się bać diakonów stałych?
Bać to się należy najbardziej siebie. Ja się zawsze boję siebie, nie innych. Natomiast myślę, że powrót do tych początków Kościoła robi nam dobrze. Ksiądz nie jest do tego, by budował kościół, by się znał, jaka zaprawa cementowa ma być najlepsza, jakie płytki trzeba położyć. Od tego są ludzie, którzy na tym się znają i robią to pierwszorzędnie.
Księża mają zająć się sakramentami. Zresztą taką ciekawą rzecz powiedział kiedyś papież Benedykt, jak był w Polsce. Ja wtedy mu towarzyszyłem i on podczas jednego kazania mówił, że księża nie muszą się znać na ekonomii. Księża mają się znać na sakramentach i jak przybliżyć Boga drugiemu człowiekowi!
