Autor: Ks. Paweł Gabara / F: Archiwum Seminarium OO. Franciszkanów w Łodzi Łagiewnikach
Wyświetleń: 559
Bp Kleszcz: U Boga nie ma rozdźwięku między myślą, słowem i czynem
Udostępnij

W sanktuarium św. Antoniego Padewskiego w łódzkich Łagiewnikach panowało skupienie, podczas którego wybrzmiewały słowa: „Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, z tego, co się stało” wybrzmiewa mocniej niż dotychczas. W tej przestrzeni mocy Bożego Słowa bp Piotr Kleszcz OFMConv. udzielił święceń diakonatu bratu Władysławowi Molchanowi, klerykowi franciszkańskiego seminarium w Łodzi, pochodzącemu z Białorusi. Uroczystość nie zgromadziła tłumów, ale – jak podkreślił biskup – dzisiaj gromadzi się wspólnota bardzo braterska, choć może mniej liczna niż zazwyczaj.

Święcenia diakonatu nie są zwieńczeniem drogi, lecz jej wyraźnym początkiem: - To nie jest koniec drogi. To jest dopiero początek pewnej pracy, pewnego zmagania, pewnego „tak”, które będzie się domagało potwierdzenia w codziennym życiu – mówił bp Kleszcz, wskazując, że prawdziwa wiara nie zatrzymuje się na deklaracjach.

Kaznodzieja zatrzymał się przy tajemnicy Słowa. Przypomniał, że w Ewangelii „Słowo stało się ciałem”, a największym problemem współczesnego człowieka bywa rozdźwięk między tym, co mówi, a tym, jak żyje. - U niektórych ludzi istnieje przepaść między słowami a czynami – zauważył, przywołując znane powiedzenia o obietnicach bez pokrycia. Dopiero wtedy – podkreślał – gdy słowo przekłada się na życie, nabiera ono prawdziwej wartości.

W centrum rozważań pojawiła się także Maryja – ta, która powiedziała Bogu „tak”, nie znając szczegółów. - Jakby podpisała pustą kartkę i pozwoliła, aby Pan Bóg sam napisał cały scenariusz. Poszła w ciemno. A potem, gdy przyszły momenty trudne, także pod krzyżem, to właśnie Ona tam była. Gdy zabrakło tych, którzy wcześniej chcieli być po prawej i lewej stronie Jezusa, Maryja pozostała wierna do końca. – powiedział kaznodzieja – mówił biskup. To porównanie stało się kluczem do zrozumienia drogi brata Władysława: wejścia w posługę bez gwarancji łatwości, ale z zaufaniem.

Bezpośrednio do kandydata do święceń bp Kleszcz zwrócił się słowami prostymi i mocnymi: Czasem trzeba – jak Maryja – pójść na całość, mimo braku stuprocentowej pewności. Obawy były, są i pewnie będą. Ale jedno jest pewne: jeśli pójdziemy tą drogą z Panem Bogiem, to wygramy.

Wspólnota seminarium, w której studiują bracia z Polski, Białorusi, Ukrainy, Afryki i Ameryki Łacińskiej, pokazuje, że to „tak” wypowiadane jest w Kościele pełnym różnorodności chrześcijańskiej tradycji a zarazem wspólnym. Biskup nawiązując do swojego pobytu w seminarium powiedział: - Wielu z nas siedziało kiedyś dokładnie w tym miejscu, jako kandydaci, niepewni, ale gotowi zaufać. Od tego wszystko się zaczęło.

W Łagiewnikach nie wydarzyło się więc coś spektakularnego w sensie zewnętrznym. A jednak padło słowo, które zobowiązuje. Słowo, które – jeśli pozostanie wierne – będzie się każdego dnia na nowo stawało ciałem, kiedy powołanie, którym obdarza Bóg staje się życiem.

 

Udostępnij