Autor: Tomasz Kopytowski - Caritas Archidiecezji Łódzkiej
Wyświetleń: 822
Abp Grzegorz Ryś w Libanie - podsumowanie pobytu

Zamykamy dzisiaj naszą czterodniową podróż po Libanie. Muszę powiedzieć, ze to cztery dni, takie niezwykle zaskakujące, ale tez bogate w doświadczenie, którym się chcę koniecznie podzielić ze wszystkimi, którzy tworzą nasz łódzki Kościół. Do końca nie wiedziałem po co tu przyjeżdżam. Miałem taką wizję popatrzenia trochę na to, co nasza łódzka Caritas i nasza łódzka Domus Orientalis robią w Libanie pomagając ludziom, a to są konkretne inicjatywy, takie jak „Pierwszy krok”, czy inicjatywy, które służą odbudowie mieszkań, zakładów pracy, zniszczonych w wyniku wybuchu dwa lata temu dokładnie. Więc myślałem, że to będzie taka właśnie wizyta trochę podglądająca jak te dzieła tutaj się posuwają do przodu, a tymczasem dane było tu wszystkim, myślę, zobaczyć, że staliśmy się uczestnikami czegoś znacznie ważniejszego niż tylko doraźna pomoc.

Poczynając od pierwszego spotkania, które było w szkole, w której pomagamy dzieciom się uczyć, pokrywając koszty ich nauki. Okazało się, że szkoła jest szkołą wyjątkową, że jest szkołą, w której nauczyciele i rodzice, dzieci najmniej, ale dzieci są do tego wychowywane i prowadzone, to szkoła, która chce pełnić funkcję mostu między ludźmi tu, na miejscu, w Libanie, w Bejrucie. Są dzieci, które i są z rodzin chrześcijańskich i z muzułmańskich i uczą się żyć razem i wzrastać razem, uczyć się i bawić razem. Ale to jeszcze większe wydarzenie jest, kiedy to przechodzi na poziom rodziców, którzy mają dzięki tej szkole okazję do spotkania i do budowania zupełnie innego społeczeństwa.

I tak jest właściwie ze wszystkimi inicjatywami, w których tutaj uczestniczymy dzięki Caritas i dzięki Domus Orientalis. Te wszystkie inicjatywy tu, na miejscu, wypełniają ludzie, najczęściej młodzi, którzy dedykowali swoje życie budowaniu jedności, w takim bardzo, bardzo podzielonym świecie, podzielonym społecznie, politycznie, wyznaniowo, religijnie. Mają takie pragnienie budowania wspólnoty.

Teraz też, kiedy to mówię, jesteśmy w miejscu, w którym powstaje seminarium Redemptoris Mater, gdzie miejsce zostało wybrane specjalnie przy ulicy, która była główną ulicą wojny domowej. Ulica do dzisiaj pozostała symbolem podziału miasta. Z jednej strony tej ulicy jest część muzułmańska, a z drugiej część chrześcijańska, no i to jest właśnie przestrzeń, gdzie rektor Redemptoris Mater odkrył przestrzeń dla budowy seminarium, jako takiego miejsca, które znów będzie rodzajem mostu między społecznością, która jest podzielona, wśród społeczności, która jest podzielona.

Chcę to powiedzieć, bo to oznacza, że jako Kościół, przez to, że chcieliśmy trochę pomóc, staliśmy się częścią, czy współpracownikami procesu o wiele ważniejszego, większego, wspanialszego. Jesteśmy w samym środku sensu Kościoła, o którym Sobór powiedział, że celem Kościoła jest być sakramentem jedności całego rodzaju ludzkiego. Wczoraj ten tekst cytowałem młodym ludziom, którzy tutaj posługują przy tych dziełach, które my wspomagamy, to rzeczywiście żaden z nich nie słyszał o soborze jeszcze, ani nie znał tej definicji, ale to, co robią, jest wcieleniem tej definicji od początku do końca.

W związku z tym, chcę zakończyć mój pobyt tutaj takim apelem do nas wszystkich, którzy tworzymy łódzki Kościół: chciejmy być wytrwali w tym dziele. Takie wielkie rzeczy nie powstają od jedne darowizny. To nie jest tak, że można zacząć komuś pomagać i sfinansować mu pierwszy rok nauki, a potem kiedy zasmakuje w tym co to znaczy uczyć się, poznawać, wzrastać, zostawimy go samego, bez środków do życia. Jesteśmy w państwie, które jest dość biedne, już zapomnieliśmy o tym, że można nam wyłączyć prąd, tutaj przeżywaliśmy to każdego dnia i każdej nocy. Już można zapomnieć o tym, że to, co zarabiasz, z trudem wystarczy na opłacenie szkoły dla twojego dziecka. No, żyliśmy tak. Wystarczy mieć około 50 lat, żeby to jeszcze pamiętać. Ta sytuacja ekonomiczna, trudności gospodarcze, które myśmy przeżywali w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, tutaj teraz są faktem. Ci ludzie zmagając się o szanse codziennego przetrwania, jednak odważają się na takie projekty, które są o wiele dalej patrzące. Chodzi o to, żeby nie tylko odbudować świat po wojnie, ale o postawienie sobie pytania: jaki świat chcemy budować po wojnie i jak budować świat, który jest zjednoczony.

Możemy w tym brać udział i dlatego wszystkich do tego namawiam. Zapraszam, będziemy o tym myśleć. Być może już teraz sygnalizuję, zaproponujemy jakiś specjalny program, w związku z najbliższym Marszem Trzech Króli w Łodzi.

To jest też tak, zdajecie sobie sprawę, kiedy gdzieś zaczyna się problem, tak, jak tutaj, dwa lata temu nastąpił wielki wybuch, wtedy bardzo wiele organizacji z całego świata przybywa, pomaga, inwestuje i potem znika. Nasza Caritas i nasza Domus Orientalis są takimi organizacjami, które tu zostały, nie chcą stąd uciekać, nie chcą być na moment, tylko chcą pomagać w sposób konsekwentny i trwały. To zależy od nas wszystkich, więc do tego namawiam. Namawiam do takiej miłości, która jest wytrwała, która jest cierpliwa i która – i to jest właśnie takie piękne – odkrywa sens tego, co robi. A na końcu okazuje się, że przez te nieraz bardzo drobne czyny z naszej strony, bardzo drobne pieniądze, bardzo drobne ofiary, tu się dzieją naprawdę rzeczy wielkie, bo te nasze pieniądze są pomnażane tu, na miejscu przez wielkich, oddanych ludzi, nieraz bardzo młodych, nieraz starszych, ale pracujących razem. To jest bardzo piękne doświadczenie i zapraszam, byśmy ciągle byli jego częścią, tak jak jesteśmy do tej pory. Pan Bóg niech wszystkim błogosławi.