Archidiecezja Łódzka
Taize – miejsce modlitwy o jedność!
13:00 | 09.08.2019 | Wyświetleń: 781 | Autor: ks. Piotr Niedzielski

Środa powitała nas pochmurną i deszczową pogodą, zrobiło się też nieco chłodniej. Dzień rozpoczęliśmy tradycyjnie od Mszy Świętej, która tym razem została odprawiona po polsku, i od porannej modlitwy ekumenicznej. Kolejnym punktem było śniadanie, które zjadł z nami ksiądz arcybiskup. Piliście Państwo kiedyś kakao, zagryzając bułką z masłem i czekoladą, w towarzystwie pasterza naszej diecezji? My tak! Doprawdy, takie rzeczy tylko w Taizé!:)

Podczas porannego posiłku, na którym był także brat Maciej, należący do gospodarzy miejsca, opowiadaliśmy nieco o sobie; mogliśmy także zadawać mu pytania i w ten sposób poznać nieco bliżej wspólnotę braci. Zaś dodatkową ciekawostkę niech stanowi fakt, że tego poranka była wśród nas ekipa z TVP, przygotowująca program dla młodzieży pod nazwą „Raban”. Panowie nagrywali niektóre nasze wypowiedzi, filmowali co ciekawsze momenty i teraz tylko czekać, aż odcinek z naszym udziałem zostanie wyemitowany na antenie. Ach ta sława, ach ten – by użyć języka młodych – fejm:)!

Dalsza część dnia upłynęła nam na kolejnych spotkaniach w małych grupach, warsztatach, modlitwach i wspólnej pracy. W trakcie tych pierwszych, niektórzy mieli za zadanie przygotować scenkę przedstawiającą Ewangelię o uzdrowieniu przez Jezusa chorego przy sadzawce Bethesda. Efekt prac był niesamowity, nasi młodzi pielgrzymi wykazali się dużą kreatywnością.

Późnym popołudniem miało zaś miejsce kolejne ważne wydarzenie, przynajmniej z łódzkiego czy polskiego punktu widzenia. Były nim warsztaty poprowadzone przez księdza arcybiskupa, które przybrały formę medytacji czy też refleksji biblijnej. Ich tytuł brzmiał: „Czy przeżyłeś już swoją godzinę 10?”. Metropolia łódzki skupił się na fragmencie z Ewangelii wg św. Jana, mówiącym o powołaniu przez Jezusa pierwszych uczniów, m.in. Andrzeja. Po interesującej konferencji, której wysłuchało ok. 200 osób z wielu krajów (połowę z nich stanowili Polacy), był czas na pytania z sali. Dzięki nim dowiedzieliśmy się, jak zrodziło się powołanie metropolity łódzkiego, jakich duchowych mistrzów w swoim życiu spotkał i jak zachęcić młodzież do adoracji Najświętszego Sakramentu.

I tak kolejny dzień pobytu w Taizé dobiegł końca. Niektórym udało się zakończyć go spotkaniem z bratem Aloisem, który po śmierci brata Rogera przejął odpowiedzialność za wspólnotę.

W tym miejscu warto choćby w paru słowach wspomnieć o historii tego niezwykłego miejsca. Wszystko zaczęło się w czasie II wojny światowej, w roku 1940, kiedy to pochodzący ze Szwajcarii Roger Schutz – wyznawca kalwinizmu – zobaczył i zrozumiał, że wojna jest czymś straszliwym. Bardzo pragnął pojednania i zgody między narodami, marzył o jedności, także tej w wymiarze religijnym. I właśnie w 1940 r. postanawia zamieszkać w Taizé, burgundzkiej wiosce, leżącej wówczas właściwie na linii frontu, w samym sercu działań wojennych. Początkowo żyje tam sam, z narażeniem życia ukrywając grupę miejscowych Żydów. Na jakiś czas jest zmuszony opuścić Taizé, ale wraca tam tuż po wojnie, w 1949 r. Wtedy jednak zamieszkuje już z kilkoma mężczyznami, należącymi do różnych wyznań chrześcijańskich, zapoczątkowując w ten sposób realizację swojego marzenia o budowaniu jedności i braterstwa. Resztę zapewne wielu Czytelników już zna – wspólnota rozwija się, w 1978 r. rozpoczynają się sylwestrowo-noworoczne spotkania młodzieży (tzw. „Pielgrzymka zaufania przez ziemię”), a do Taizé ciągną tłumy młodych z całego świata. Ważną datą w historii niespodziewanie staje się 16.08.2005 r., kiedy to śmiercią tragiczną w wieku 90 lat ginie br. Roger, założyciel wspólnoty. Zostaje on zamordowany podczas wieczornej modlitwy przez niezrównoważoną psychicznie kobietę. Niedługo potem bracia wybierają jego następcę, pochodzącego z Niemiec brata Aloisa…

Nad Taizé z wolna zachodzi słońce. Tłum młodych ludzi wylewa się z kościoła. Mieszają się języki, kolory, wyznania… Niektórzy przystają i robią zdjęcia niebu, które tego wieczoru jest wyjątkowo zachwycające: jest trochę pomarańczowe, trochę fioletowe, miejscami ciemnogranatowe… Człowiek na to patrzy i w głowie kłębią mu się tysiące myśli. Co zostanie w tych młodych ludziach po tygodniu spędzonym w Taizé? Jaka przyszłość czeka świat, Kościół, chrześcijaństwo? Możliwe, że nastanie ta upragniona jedność?