Archidiecezja Łódzka
Drugi dzień 89. Pieszej Pielgrzymki Łódzkiej
20:15 | 22.08.2014 | Wyświetleń: 392

Dystans z Dłutowa do Łękawy pokonali 22 sierpnia pielgrzymi z Łodzi i okolic. Pogoda im dopisała, choć niektórzy nieco narzekali na zbyt intensywne słońce. Już teraz pielgrzymuje ok. 2400 pątników, ale można się spodziewać, że w sobotę i niedzielę będzie ich jeszcze więcej.

Poranne msze święte, które rozpoczęły dla pielgrzymów piątek, drugi dzień wędrówki na Jasną Górę, odprawione zostały w trzech miejscach, w których nocowały grupy. Liturgie zaplanowano na tyle wcześnie, by przed wymarszem był jeszcze czas na posiłek. „Po mszy jeszcze pakowaliśmy rzeczy, bo staraliśmy się je jak najdłużej suszyć. Nie do końca to się udało” – uśmiechają się młodzi pielgrzymi z „czwórki”. W tym momencie trzeba było być bardzo uważnym, bo samochody z bagażami ponownie rozjeżdżały się do różnych miejscowości.
Początek drugiego dnia pielgrzymki to w większości grup ustalony porządek, którego niezbędnym elementem jest śpiew „Godzinek”. Piątkowe śpiewanie okraszone było chłodnym, późnosierpniowym powietrzem (jakieś 8-10 stopni Celsjusza), które jeszcze większe wrażenie (w postaci gęsiej skórki u pielgrzymów, którzy uznali, że nie zmarzną) wywoływało na zalesionych odcinkach.
Mimo, że czwartkowy wieczór poświęcony był na nabożeństwa pokutne, w trakcie których wielu pielgrzymów przystąpiło do spowiedzi, także w trasie na końcach grup księża mieli sporo pracy. „Taka spowiedź w marszu ma wielki sens. Można podrążyć temat, który niepokoi” – przyznaje jeden z pielgrzymów w średnim wieku, który ze spowiedzią czekał właśnie na piątkowy poranek.
Tradycją łódzkiej pielgrzymki jest promocja w każdej z grup dzieła Duchowej Adopcji Dziecka Poczętego. „To dla mnie wielka radość, że pielgrzymi przyjmują co roku moje słowa. Niektórzy podkreślają, że już przystąpili do dzieła, inni chętnie biorą materiały informacyjne” – tłumaczy promotor tej formy wspierania dzieci poczętych.
Gdy grupy mijają Wadlew, wspominają zwykle w modlitwie zmarłego tragicznie kilka lat temu proboszcza tej parafii, ks. Jarosława Burskiego (potem modlą się też w jego intencji w pobliżu miejsca, w którym zginął w wypadku motocyklowym). Wadlew jest miejscem, z którego wyruszają dwie grupy – najliczniejsza „czwórka” i najcichsza „piątka”.
W parafii w Drużbicach na pielgrzymów czeka gorąca zupa – w dodatku można wybrać spośród dwóch rodzajów. „Gotowałyśmy zupę od północy” – przyznają parafianki. A proboszcz, ks. Mariusz Wojturski zagląda do garów. „Muszę wiedzieć, kiedy się skończy, żeby już kolejnych grup nie zapraszać” – tłumaczy. Dwie panie siedzą na schodach prowadzących do plebanii. „Jemy pomidorową – pycha” – recenzują. „Cieszę się, że udało się w tym roku przygotować dla pielgrzymów zupę. Myślę, że będzie to nasza parafialna tradycja” – uśmiecha się ks. Wojturski.
Z Drużbic grupa milczenia zabiera ze sobą Jezusa w Najświętszym Sakramencie. Z takiej adoracji w drodze korzystają wszystkie grupy łódzkiej pielgrzymki. „Oj, to jest niesamowite przeżycie” – zapewniają pątnicy.
W grupie szóstej każdego dnia pojawiają się zagadki. Piątkowa dotyczyła świętego Piotra i jego płaczu. Zwycięzca otrzymał od abpa Konrada Krajewskiego obrazek z uśmiechniętym papieżem Franciszkiem z jednej strony i herbem papieskim – z drugiej. A cała grupa usłyszała chwilę później konferencję jałmużnika papieskiego na temat… jałmużny.
Kolejny postój, tuż przed Bełchatowem, był przygotowaniem do marszu przez miasto. Dla jednych jest to odcinek bardzo ciężki, dla innych – fantastyczny. Można go przejść ze śpiewem na ustach (grupa czwarta wywołuje drżenie w szybach domów), modlitwą różańcową lub drogą krzyżową (wszak to piątek). Grupa trzecia wybiera śpiew i chyba wychodzi na tym dobrze, bo tak się rozpędza, że na miejsce noclegu w Łękawie dociera depcząc po piętach „dwójeczkę”.
Zanim jednak pielgrzymi dotrą do noclegu, mają postój w Grocholicach. Tutaj chętni (i potrzebujący) ustawiają się w kolejce do toalet, a głodni – po zupę. Pielgrzymkowa zupa kosztuje 2 złote i można wybierać między warzywną a pomidorową (każdego dnia menu jest oczywiście inne).
Z Grocholic jest już naprawdę blisko do noclegu. Najbliżej ma grupa szósta, która nocuje w Wólce Łękawskiej – tak naprawdę nie zdąży się rozpędzić, a już ogląda rozłożone na terenie jednej z posesji bagaże.
Pod kościołem w Łękawie można spotkać też tych, którym drugi dzień pielgrzymowania dał się we znaki. „Nie czuję nóg. Nie myślałam, że będzie tak ciężko” – przyznaje pątniczka z grupy drugiej, która idzie po raz pierwszy. Na szczęście kierownik grupy znalazł nocleg, a mąż – bagaż. Teraz trzeba zregenerować siły, choć pokusa powrotu do Łodzi bywa silna. Inna pątniczka narzeka na kręgosłup. „Ale to kwestia kilku godzin i będzie dobrze” – uśmiecha się jego właścicielka. Młoda dziewczyna z „trójki” zdejmuje ze stopy zakrwawioną skarpetkę – efekt otarcia jednego z palców. Odsyłam ją do punktu medycznego, a ona pokazuje koszulkę z czerwonym krzyżem. „Poradzę sobie” – zapewnia i wraz z koleżankami podtrzymuje kościelny murek.
Na zakończenie dnia pielgrzymi uczestniczą w Apelu Jasnogórskim i idą spać. „O godzinie 21.00 już grzecznie śpimy” – zapewnia jedna z pątniczek, która od lat chodzi z Łodzi na Jasną Górę. (ŁG)