Archidiecezja Łódzka
Abp Krajewski: jestem biskupem ulicy i cierpienia
14:31 | 19.10.2013 | Wyświetleń: 1785

"Nie zasłaniajcie sobą Chrystusa. Pamiętajcie, że gdy wyjdziemy z katedry, rozpocznie się msza święta naszego życia"- mówił abp Konrad Krajewski 19 października w Łodzi. Jałmużnik papieski, łodzianin z urodzenia, odprawił w katedrze mszę prymicyjną. Do świątyni przyszły tłumy (nie tylko łodzian).

W jaki sposób zmierzyć, że w katedrze są tłumy? Wystarczy ocenić, czy w promieniu 100 metrów od bazyliki można zaparkować samochód. Dzisiaj – na pół godziny przed południem – było to niemożliwe. W samej katedrze też widać było, że za chwilę rozpocznie się Eucharystia, na którą czekało wielu wiernych.

Liturgii przewodniczył abp Krajewski, a wraz z nim celebrowali ją abp Marek Jędraszewski, abp Władysław Ziółek, bp Adam Lepa oraz kapłani, którzy wraz z ks. Konradem studiowali na tym samym roku w seminarium duchownym.

Wszystkich zebranych powitał abp Marek Jędraszewski.

Homilię wygłosił abp Konrad Krajewski. „Wydaje się, że dzisiejszemu światu nic nie jest tak potrzebne, jak świadectwo człowieka wierzącego. Człowieka, który swoim stylem życia staje się dowodem na istnienie Boga. To ja mam być dowodem na istnienie Boga” – podkreślał abp Konrad. Przypomniał definicję ks. Jana Twardowskiego, który o wierze powiedział, że jest „cudem ufności po ciemku”. „Wiara ma być zatem cudem pośród różnych ciemności tego świata, dziwnej nieraz polityki, niedorzecznych ustaw, które są często przeciw człowiekowi, przeciw rodzinie, przeciw państwu. W tych mrocznych miejscach, w tych pokrętnych czasach, każdy z nas ma być dowodem na istnienie Boga” – apelował jałmużnik papieski.
Każdy z nas może zanieść do innych ludzi Jezusa. „Właśnie ja – bo staję się Jego tabernakulum, tabernakulum żywym. Pomimo moich grzechów, słabości, pomimo moich wad, Chrystus ciągle mi się powierza i pozwala nosić. Pozwala mi go reprezentować tam, gdzie żyję. Choćby były to najciemniejsze zakamarki naszego życia albo takie drogi, na których – wydaje się – nie ma dla niego miejsca. Tam mogę go zanieść tylko ja, tylko ty” – mówił abp Krajewski. Ale do tego niezbędne jest życie Ewangelią bez kompromisów. „Bez rozcieńczania jego nauki. W Ewangelii Jezusa nie ma miejsca na pertraktacje i ustępstwa. Słyszeliśmy przecież: ‚Kto nie jest ze mną, jest przeciwko mnie’. To takie klarowne” – przypominał kapłan.
Ludzie starają się w życiu o mnóstwo ubezpieczeń, nie potrafią bez nich żyć i domagają się odszkodowań. „A przecież Bóg na tym świecie nie daje nam żadnych materialnych zabezpieczeń. Wręcz przeciwnie. On nie daje nam żadnej polisy. Nie obiecuje i nie gwarantuje nam nic, co mogłoby powiększyć stan naszego posiadania. Bóg proponuje wiarę, cud ufności po ciemku” – zauważał abp Konrad.
Dopiero wtedy, gdy zaczynam kochać bez granic, „całym moim sercem, całym umysłem, całym sobą”, zaczynam być beztroski w obdarzaniu pięknem. „Wtedy, jak bł. ks. Jerzy, zaczynam ‚zło dobrem zwyciężać'” – mówił jałmużnik papieski. Wiąże się z tym wielkie ryzyko, sięgającego naszego cierpienia, a nawet śmierci. „Ale takie cierpienie albo śmierć stają się mszą świętą, w której teraz uczestniczymy” – konkludował abp Konrad.
Jałmużnik papieski przypomniał swój pobyt w Lampeduzie. „Stało tam już 100 trumien, a sam uczestniczyłem w wyławianiu kolejnych 50 ciał. Ci ludzie czekając 3 godziny na pomoc, zginęli – co za paradoks – zgodnie z prawem unijnym. Umarli, widząc światła domów Lampeduzy, która była ich Ziemią Obiecaną, a która nie była dla nich według prawa” – mówił abp Krajewski. Wieczorem tego dnia wspólnie z innymi księżmi i z udziałem mieszkańców odprawiał Eucharystię. Właśnie jemu przypadło głoszenie homilii. Wydarzenia, w których uczestniczył były tak intensywne, że podchodząc do ambony, miał pustkę w głowie. „Przed oczami miałem każdą z wyłowionych osób. Myślałem o wszystkich bohaterach tamtych dni. Wrócił obraz ciała Jana Pawła II, które przygotowywałem na pogrzeb. Widziałem też ciało mojego brata, który zmarł nagle na morzu. I w pewnym momencie, kiedy doszedłem do ambony, stanął przede mną obraz chrześcijanina kreślony przez rosyjską misjonarkę. Chrześcijanina z otwartymi ramionami” – wspominał abp Konrad. „Jedno ramię, to dotknięcie Boga w wierze, sakramentach, różańcu, Koronce do Miłosierdzia Bożego, to całe moje życie pełne modlitwy. To chodzenie w obecności Bożej. A drugie podniesione ramię – to dotknięcie bliźniego. Wtedy w przedziwny sposób staję się ukrzyżowany. Modlitwa, komunia święta, spowiedzi – wszystko musi przejść przeze mnie. Wtedy wszystko zaczyna przypominać kształt krzyża” – opisywał jałmużnik papieski.
„Dotykając Boga, jednocześnie dotykając człowieka, zaczynam całkowicie składać siebie w ofierze, zaczynam być mszą świętą po mszy świętej. Bardzo łatwo jest uczestniczyć tutaj w Eucharystii. Jednak kiedy wyjdziemy z katedry, musimy zacząć ją celebrować – w swoich domach, tam gdzie pracujemy” – apelował abp Krajewski. Tamtego wieczora w Lampeduzie on celebrował ją na pontonie, razem z nurkami.
Rozłożenie ramion oznacza, że „przestaję reprezentować tylko siebie, przestaję robić ze swojej wiary akademię na swoją cześć”. „Zaczynam żyć dla Boga i człowieka. W tej kolejności – najpierw Bóg, potem drugi człowiek i na końcu ja. Jeśli w jakikolwiek sposób naruszę tę hierarchię, jestem niebezpieczny dla siebie i dla innych, dla narodu, dla mojej rodziny” – przestrzegał abp Krajewski. Rozłożenie ramion to także symbol zwycięstwa dobra nad złem i początku życia Ewangelią. „Na Lampeduzie wszyscy nurkowie schodzili na głębokość 50 metrów, gdzie mogli przebywać jedynie 20 minut, z różańcem papieża na szyi, który zakładali pod kombinezony. W pewnym momencie podszedł do mnie jeden z nurków i poprosił, żebyśmy odeszli na bok. Zapytał, czy mam jeszcze jeden różaniec papieski. Miałem. Powiedział, że chciałby do dać swojej pierwszej żonie. ‚Strasznie mi się życie pokręciło, ale kiedy dopłyniemy do portu, dam go właśnie niej. Muszę ją przeprosić za piekło, jakie zgotowałem jej i dzieciom. Muszę ją przeprosić za to, że bardzo myślałem o sobie i tylko o sobie. Niech ksiądz mnie i moje obie rodziny pobłogosławi, bo nie mogę przystępować do komunii” – opowiadał kapłan.
Abp Krajewski przypomniał, że Bóg jest miłosierny i przebacza nawet wtedy, gdy na to nie zasługujemy. „Wiara jest cudem ufności po ciemku, ale przychodzi taki dzień, kiedy nie potrafimy bez niej żyć. Nie potrafimy się znaleźć w takiej sytuacji jak na Lampeduzie i w żadnej sytuacji życia. Wiara przychodzi i pozwala mi zacząć żyć, bo choćbym ‚przechodził przez ciemną dolinę, zła się nie ulęknę, bo ty jesteś ze mną'” – mówił jałmużnik papieski.
„Kościół tworzy każdy z nas. I od każdego z nas zależy jego piękno, A najpiękniejszy jestem wtedy, kiedy przebaczam. Bo drugim imieniem miłości jest miłosierdzie” – zakończył abp Krajewski i zaczął śpiewać kanon „Misericordias Domini”.

Na zakończenie były oczywiście podziękowania. Abp Krajewski podziękował metropolicie łódzkiemu za zaproszenie do katedry. „Dzisiaj po raz drugi włożyłem mitrę. Jestem biskupem ulicy, cierpienia i tych, którzy potrzebują komfortu ze strony Kościoła. Mitra mi nie przynależy, dlatego tak trudno mi się w niej mówiło” – stwierdził abp Konrad.
Jałmużnik papieski przyznał, że Ojciec Święty, któremu powiedział, że przyjeżdża do Łodzi, prosił, żeby mówił krótko i tak „żeby zapamiętali”. „Dlatego bardzo was proszę – zapamiętajcie, że kiedy wyjdziemy z tej katedry, rozpoczyna się msza święta naszego życia. Byśmy nie zasłaniali Chrystusa sobą, byśmy Kościoła nie sprowadzali do katakumb, bo wtedy każde prawo można ustanowić, nawet przeciw rodzinie i człowiekowi” – apelował abp Krajewski.

Później w imieniu kolegów kursowych za wspólną modlitwę, ale też wspólną kapłańską drogę podziękował jeden z kapłanów, którzy razem z ks. Konradem przyjmowali święcenia.

Abp Konrad, jako jałmużnik papieski, udzielił na zakończenie liturgii papieskiego błogosławieństwa.

Później przez kilkadziesiąt minut, przy bocznym ołtarzu, jałmużnik papieski przyjmował życzenia i prośby o modlitwę. Chętnych do uściśnięcia dłoni abpa Konrada było tak wielu, że… zabrakło obrazków prymicyjnych. Nie zrazili się tym ani górale z Kosarzysk, którzy w swoich strojach postanowili zaśpiewać abpowi Konradowi ani Rycerze Jana Pawła II, którzy nie tylko przez cały czas pilnowali porządku, ale też na koniec karnie ustawili się do zdjęcia.

Ostatnim elementem uroczystości, już bardziej kameralnym, bo w siedzibie Metropolity Łódzkiego, był poczęstunek i wspólne odmówienie Koronki do Miłosierdzia Bożego.