Zygmunt Szczęsny Feliński za tydzień będzie ogłoszony świętym
10:19 | 05.10.2009 | Wyświetleń: 521
Zygmunt Szczęsny Feliński za tydzień będzie ogłoszony świętym

11 października br. Benedykt XVI dokona kanonizacji bł. Zygmunta Szczęsnego Felińskiego (1822-1895). Nazwano go „męczennikiem za sprawę wiary i narodu”, „chlubą episkopatu polskiego”, „apostołem pełnym pokory, nauki i kultury”. To on czuwał przy umierającym Juliuszu Słowackim. To on założył Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi dla opieki nad sierotami i ubogimi. To on chciał za pomocą pobożności maryjnej wykorzeniać wady narodu polskiego. To on już jako arcybiskup warszawski został franciszkańskim tercjarzem.

Niecodzienna była jego droga do kapłaństwa. Urodził się 1 listopada 1822 r. w Wojutynie na Wołyniu. Ojciec, Gerard, rzadko bywał w domu z powodu obowiązków sędziowskich w Żytomierzu. Wychowaniem sześciorga dzieci zajmowała się więc matka, pisarka, Ewa z Wendorffów. Miało ono charakter religijny i patriotyczny, co później bardzo zaważyło na losach Szczęsnego (imienia Zygmunt zaczął używać dopiero jako arcybiskup). Znamienny jest fakt, że widząc niemoralne postępowanie swoich rówieśników, 14-letni Feliński złożył ślub czystości.

Po śmierci Gerarda rodzina przeniosła się do Krzemieńca, gdzie Ewa zaprzyjaźniła się z Salomeą Bécu, matką sławnego już wówczas poety, Juliusza Słowackiego. Wkrótce jednak została aresztowana za udział w sprzysiężeniu Szymona Konarskiego, którego celem było przeciwdziałanie uległości Polaków wobec rosyjskiego zaborcy po stłumieniu powstania listopadowego. „Zbrodnią” Felińskiej, za którą zesłano ją na Syberię (spędziła tam pięć lat), było założenie prywatnej szkoły. W konspiracyjną działalność zaangażował się także Szczęsny, który miał zostać zecerem tajnej drukarni.

Postęp w dobrym

Majątek Felińskich został skonfiskowany przez państwo. Tylko dzięki finansowej pomocy krewnych Szczęsny został studentem Wydziału Matematyki Uniwersytetu Moskiewskiego. Po jego ukończeniu uzyskał rangę urzędniczą, jednak nie chciał podjąć pracy w carskiej administracji państwowej. Wybrał funkcję bibliotekarza i wychowawcy w domu swego dobrodzieja, Zenona Brzozowskiego, w Sokołówce na Podolu. Czas wolny wykorzystywał na lekturę, zachwycał się zwłaszcza twórczością Zygmunta Krasińskiego. Za swoją dewizę przyjął jego słowa: „Bo na ziemi być Polakiem, to żyć bosko i szlachetnie”. Myślał o ożenku ze swą kuzynką, Halą, ale rodzice dziewczyny nie byli mu przychylni. Pogłębiał też swoją religijność. W listach z tego okresu podkreślał, że „cel życia nie jest na tym świecie”. „Mój punkt widzenia to wiara – deklarował w wieku 21 lat – chciałbym, żeby wszystko, co mi się podoba, co mnie czaruje i zachwyca miało w niej swój początek”.

Kilka lat później pisał do matki: „Usiłowaniem naszym powinno być robić ciągły, choćby powolny postęp w dobrym (…). Najlepiej zaczynać od rzeczy małych i w miarę wzrastania sił przechodzić do większych. Co dzień wieczorem kładąc się spać, trzeba zastanowić się dobrze nad sobą i przejrzeć wszystkie swoje wady, a wybrawszy najmniejszą z nich postanowić ją wykorzenić koniecznie, z innych zaś poprawić się, o ile to będzie w naszej mocy. Zrobiwszy to postanowienie, trzeba je ciągle mieć w pamięci i przed każdą czynnością zastanowić się, czy ona nie ma co wspólnego z naszym postanowieniem”. Żeby dokładnie poznać swoje wady, radził, by „czytać z uwagą żywoty świętych” i „ciągle porównywać się z nimi”, a „rozważając każdą ich cnotę należy zgłębić, jakimi środkami do niej doszli”. „Dla zahartowania woli” zalecał „naznaczyć sobie co dzień jaką prywację [wyrzeczenie – KAI] do zniesienia albo jaką przeszkodę do przełamania lub dobry uczynek do spełnienia i pilnować się, żeby koniecznie to postanowienie doprowadzić do skutku”. Podkreślał zarazem, że wola powinna być oświecona jedynym światłem prawdziwym i nieomylnym – objawieniem Bożym. „Wybitny asceta nie udzieliłby pełniejszych wskazówek” – komentuje te słowa biograf Felińskiego ks. Hieronim Wyczawski.

Od 1848 r. Szczęsny mieszkał w Paryżu, dokąd pojechał, aby uzupełnić wykształcenie o nauki humanistyczne. Chodził na wykłady na Sorbonę i Collège de France, m.in. z literatury, głoszone przez bł. Fryderyka Ozanama.

Przyjaciel Słowackiego

Wieczory spędzał na spotkaniach z polskimi emigrantami, skupionymi wokół księcia Adama Czartoryskiego. Jednym z pierwszych, których odwiedził, był Słowacki, z którym szybko się zaprzyjaźnił. Poeta pisał o nim w samych superlatywach: „wszyscy go tu ukochali szanując, postępki jego były anielskie, wiedza rozkwitająca, stanie się kiedyś chwałą naszą”, „czysty brylant”, „człowiek zupełny i pełny wiedzy, jest to skarb na przyszłość i jeden z tych, którzy mię o przyszłość uspokajają”. Zdaniem Wyczawskiego, Słowacki, który był zwolennikiem mesjanistycznego mistycyzmu Andrzeja Towiańskiego, „pod wpływem Felińskiego schodził coraz bardziej na tory ortodoksyjnego katolicyzmu”.

W Paryżu Szczęsny poznał pierwszych zmartwychwstańców, księży: Aleksandra Jełowickiego i Hieronima Kajsiewicza. W katedrze Notre-Dame słuchał kazań złotoustego dominikanina o. Dominika Lacordaire’a. Po rewolucji lutowej 1848 r. snuł z emigrantami plany powołania tymczasowego rządu narodowego. Kilka tygodni później wraz ze Słowackim i grupą przyjaciół dołączył do bojowników dogorywającego już powstania w Wielkim Księstwie Poznańskim. Z rusznicą w dłoni wziął udział w potyczce z Niemcami pod Rogalinem.

W 1849 r. czuwał w Paryżu przy konającym na gruźlicę Słowackim, który ostatkiem sił próbował mu jeszcze dyktować drugi rapsod „ Króla-Ducha”. To Feliński, na prośbę umierającego, sprowadził księdza, który udzielił mu Wiatyku. Szczęsny był jedyną osobą obecną przy śmierci poety – jej szczegóły historycy znają wyłącznie z jego relacji. On też uporządkował wszystkie pozostałe po zmarłym rękopisy i zasugerował ich wydanie pod szyldem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich.

Życiowe powołanie

Dobiegał już trzydziestki i szukał swego życiowego powołania. Przełomem okazała się miłość do Elizy Brzozowskiej, matki jego wychowanków, która od pewnego czasu przebywała z dziećmi w Paryżu. To – jak sam oceniał po latach – „mimowolne i stąd źle umieszczone uczucie” było „zbyt głębokie, by dało się wygluzować [wyrzucić – KAI] z serca lub zastąpić innym”. Choć pochłaniało „wszystkie władze duszy”, było to uczucie „bez przyszłości, źródło wiecznego udręczenia, a jednak nad wszystkie skarby droższe. Żyć bez niego – to w skwarnej pustyni z pragnienia usychać; żyć zaś z tą śmiertelną raną w sercu – to całe życie w ciągłe konanie zamienić”.

Szczęsny – pisze Wyczawski – „zorientował się, że znalazł się w beznadziejnej sytuacji. Brzozowska była mężatką, a on zbyt głęboko wierzącym katolikiem, żeby mógł się zdecydować na jakieś nieroztropne posunięcie. Sam później przyznał, że popadł wtedy w apatię i zobojętniał na wszystko, tak że nawet życie nie przedstawiało dlań większego sensu. Począł wzdychać do śmierci jako jedynej wybawicielki z tego powikłanego położenia”. Jednak górę wzięła prosta myśl: „Pragniesz śmierci, ale czy jesteś do niej należycie przygotowany?”. „Chciał teraz żyć – tłumaczy biograf – aby mieć czas na pokutę i zebranie zasług na życie wieczne. Tak zakiełkowało w duszy Felińskiego postanowienie, aby oddać się na wyłączną służbę Bożą”. Postanowił zostać księdzem.

W swoich „Pamiętnikach” samokrytycznie pisał, że pobudki skłaniające go do obrania stanu duchownego, „jakkolwiek nie były samolubne, całkiem doczesny miały charakter i dalekimi były od tych, jakie prawdziwie powołanych do świątyni prowadzić winny”. Żywił przekonanie, że jego powołanie „nie miało wcale charakteru nadprzyrodzonego”. „Było fałszem – wyznawał – żem się poświęcał dla Kościoła, kiedy chęć usunięcia się od świata z powodu doznanych zawodów z jednej strony, z drugiej zaś przekonanie, iż na tej drodze najskuteczniej będę mógł służyć krajowi, były prawdziwym mego postanowienia powodem. Na szczęście moje postępowałem w dobrej wierze, nie domyślając się wcale, na jak fałszywej byłem drodze, a ta nieświadomość skłoniła zapewne łaskawego Pana, że służby mej nie odrzucił”.

Założyciel zgromadzenia

W 1851 r. Feliński wrócił na Wołyń i wstąpił do seminarium w Żytomierzu, skąd po roku przeniesiono go do Cesarskiej Rzymsko-Katolickiej Akademii Duchownej w Petersburgu. Jej rektor abp Ignacy Hołowiński wyświęcił go na kapłana 8 września 1855 r. i skierował do pracy w charakterze wikariusza w tamtejszej parafii św. Katarzyny. Oprócz pełnienia obowiązków duszpasterskich, uczył łaciny, religii i matematyki w szkołach prowadzonych przez dominikanów. Wkrótce został ojcem duchownym alumnów Akademii. Musiał być cenionym przewodnikiem duchowym, skoro jeszcze 30 lat później na uczelni żywe było wspomnienie jego wpływu wywieranego na przyszłych księży. Dodatkowo w 1860 r. objął katedrę filozofii i zaczął wykładać.

W międzyczasie musiał tymczasowo zastąpić księdza kierującego sierocińcem. Dla jego dalszego prowadzenia założył w 1857 r. Zgromadzenie Sióstr Franciszkanek Rodziny Maryi. Początkowo działało ono niejawnie pod przykrywką prężnie rozwijającej się instytucji charytatywnej, która wkrótce obejmowała: ochronkę dla sierot, internat dla dziewcząt, szkołę dla dzieci miejscowych i dochodzących, mały szpital, schronisko dla starców, szwalnię, oraz pracownię szat liturgicznych. W szkole uczono szycia, haftu, gospodarstwa domowego. Z czasem instytucja ta zyskała sobie sławę najlepszego zakładu wychowawczego w stolicy Rosji. „Im kto biedniejszy, im bardziej opuszczony, tym bliższy sercu waszemu być powinien, bo taki i sercu Maryi jest najbliższym” – tłumaczył siostrom Feliński.

Ta różnorodna działalność zwróciła na niego uwagę nie tylko władz kościelnych, ale także wyższych sfer, u których pozyskiwał środki na funkcjonowanie zakładu. Uważano go za „najlepszego księdza w Rosji”. Choć nie przekroczył jeszcze czterdziestki i był kapłanem zaledwie od sześciu lat, znalazł się w gronie kandydatów na wakujące arcybiskupstwo warszawskie. Kompletnie zaskoczony, bo nikt nie pytał go o zdanie, miał odpowiedzieć: „Jeśli rzeczywiście Pan Bóg ten cud uczyni, to ufam, iż uczyni i ten drugi, że mi da łaskę potrzebną do godnego spełnienia tak bardzo siły moje przewyższających obowiązków”.

Zupełnie nieznany w Warszawie, nie związany z żadnymi układami politycznymi, kapłan miał według kalkulacji władz stać się powolnym narzędziem w ich ręku. Zgodnie z ówczesnymi procedurami, w grudniu 1861 r. po przyjęciu kandydatury Felińskiego przez radę ministrów i cesarza, do Stolicy Apostolskiej została wysłana prośba o jej papieskie potwierdzenie. Poparli ją znający Szczęsnego z Paryża zmartwychwstańcy, którzy pełnili przy Piusie IX rolę nieoficjalnych przedstawicieli Polski. 6 stycznia 1862 r. papież ogłosił nominację, a 26 stycznia w Petersburgu Feliński otrzymał konsekrację biskupią z rąk metropolity mohylewskiego abp. Wacława Żylińskiego.

Arcybiskup warszawski

Gazety pisały, że nowy metropolita warszawski może być albo męczennikiem, albo zdrajcą. Stał się tym pierwszym, choć początkowo uważano, że jest tym drugim. Nie rozumiano patriotyzmu Felińskiego, który wprawdzie wielokrotnie wyrażał wiarę w „zmartwychwstanie” Polski, ale po klęsce powstania z 1848 r. przeszedł z pozycji walki z bronią w ręku na płaszczyznę pracy organicznej – analizuje wicepostulatorka jego procesu s. Teresa Antonietta Frącek.

„Polakiem jestem, Polakiem umrzeć pragnę, bo tego chce Boskie i ludzkie prawo” – deklarował arcybiskup. Uważał, że prawdziwy patriotyzm polega „na sumiennej, a wytrwałej pracy dla dobra kraju”. Wysunął program odrodzenia duchowego narodu, by w chwili nadejścia wolności Polacy byli przygotowani do wzięcia spraw kraju we własne ręce.

Podobnie jak sto lat później kard. Stefan Wyszyński, w oparciu o pobożność maryjną chciał wykorzeniać wady Polaków. W tym celu upowszechniał nabożeństwa majowe. Wychodząc z założenia, że odrodzenie narodowe musi być oparte na odrodzeniu religijnym, kładł nacisk na działalność oświatową, pracę kaznodziejską i rekolekcyjną, wspierał bractwa trzeźwościowe i świeckie tercjarstwo franciszkańskie. Sam zresztą wstąpił do III Zakonu św. Franciszka przyjmując imię Antoni. Założył sierociniec i szkołę dla biednych dzieci. Sprowadził do stolicy siostry Matki Bożej Miłosierdzia, do których klasztoru po latach wstąpiła św. Faustyna.

Przestrzegał przed rozlewem krwi bratniej, gdyż „na drodze zbrojnego powstania (…) wszystkie poniesione ofiary są zmarnowane, skoro się zamiar nie powiedzie; w pracy zaś dla odrodzenia kraju najdrobniejsza nawet okruszyna wzbogaca zasoby narodowe”. Kiedy jednak wybuchło Powstanie Styczniowe, wstawiał się u władz w obronie prześladowanych, protestował przeciw represjom, wystąpił z Rady Stanu Królestwa Polskiego. Jednocześnie – podkreśla s. Frącek – „dzięki jego rzetelnym wyjaśnieniom, kierowanym do Watykanu, Stolica Apostolska powstrzymała się od jakiegokolwiek aktu potępiającego powstanie, czego usilnie domagała się Rosja”.

W końcu arcybiskup przeszedł do otwartej opozycji wobec władz. Napisał list do cesarza: „Instytucje nadane przez Waszą Cesarską Mość są niewystarczające, aby zapewnić szczęście kraju. Polska nie zadowoli się autonomią administracyjną, ona potrzebuje życia politycznego. Najjaśniejszy Panie, (…) uczyń z Polski naród niepodległy, połączony z Rosją tylko węzłem Twojej dostojnej dynastii. Jest to jedyne rozwiązanie, zdolne wstrzymać rozlew krwi”. Wezwany do Petersburga, opuścił Warszawę 14 czerwca 1863 r. Po drodze jednak został internowany w Gatczynie. W kolejnym liście do Aleksandra II jasno wyraził swe poglądy: „Losy narodów są w ręku Boga i jeśli godzina przez Opatrzność wyzwolenia Polski przeznaczona już wybiła, opór Waszej Cesarskiej Mości nie przeszkodzi wykonaniu Pańskiego wyroku”. Zapadła wówczas decyzja o zesłaniu Felińskiego do Jarosławia nad Wołgą.

„Dopiero wówczas – pisze s. Frącek – Warszawa w pełni zrozumiała, kim był jej pasterz, który w krótkim czasie uczynił wiele dobrego; uznano, że wraz z jego rządami przeszedł przez archidiecezję «powiew Ducha Świętego»”. Pracował on dla dobra narodu, ale odmiennymi niż powstańcy metodami.

Pasterz – wygnaniec

Na wygnaniu Feliński spędził 20 lat. Nominalnie nadal był rządcą archidiecezji warszawskiej i z oddali starał się listownie kierować jej życiem. Jednak już po roku cesarz zabronił mu wykonywania jakiejkolwiek jurysdykcji, a z czasem także wszelkich kontaktów z archidiecezją pod groźbą zsyłki na Wyspy Sołowieckie. Korespondencja arcybiskupa podlegała cenzurze. Nie zmieniła tego encyklika Piusa IX „Ubi Urbaniano”, w której papież uznawał Felińskiego za prawowitego rządcę archidiecezji i piętnował jego usunięcie.

W domu, w którym mieszkał, arcybiskup urządził kaplicę, do której na Msze przychodzili miejscowi katolicy, w większości Polacy. W niedziele podejmował ich herbatą. Nie miał jednak prawa wygłaszać kazań. Katechizował dzieci odwiedzając je w domach. Zajął się także pracą pisarską. Z czasem zezwolono na odwiedziny w Jarosławiu jego krewnym. Dwóch bratanków nawet zamieszkało z Felińskim, który zajął się ich wychowaniem.

Skarżył się na bezczynność, ale widział w swoim położeniu działanie opatrzności Bożej: „Wiem, że mnie tu Pan Bóg nie przysłał dla trudów apostolskich, ale dla pracy wewnętrznej i z tego też przede wszystkim wyliczyć mi się przyjdzie w dzień porachunku”.

Nieraz deklarował, że gotów jest ustąpić z urzędu metropolity warszawskiego, jeśli Stolica Apostolska uzna to za stosowne. W wyniku długich pertraktacji z Rosją 15 marca 1883 r. papież Leon XIII przeniósł go na stolicę tytularną Tarsu, zaś cesarz Aleksander III zwolnił z wygnania zabraniając jednak powrotu do Warszawy. Gdy arcybiskup już opuścił Jarosław, wiele osób przechodząc koło jego domu, zdejmowało czapki z głów, czyniło znak krzyża i mówiło: „Tu mieszkał święty człowiek”.

Po podróży do Rzymu, gdzie spotkał się z papieżem, Feliński zamieszkał w Dźwiniaczce w Galicji jako kapelan kaplicy w dworze hr. Heleny Koziebrodzkiej. Zajął się tam duszpasterstwem wśród ludu wiejskiego, a także sprawami Zgromadzenia Sióstr Rodziny Maryi, które coraz bardziej się rozrastało. Oddawał się również pracy literackiej. Zmarł w Krakowie 17 września 1895 r. Pisano, że „pozostawił po sobie królewski spadek: jedną sutannę i brewiarz”.

KLAUZULA INFORMACYJNA
Zgodnie z art. 8 ust. 1 Dekretu ogólnego w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych w Kościele katolickim wydanym przez Konferencję Episkopatu Polski w dniu 13 marca 2018 r. (dalej: Dekret) informujemy, że:
  1. administratorem Pani/Pana danych osobowych jest Archidiecezja Łódzka z siedzibą przy ul. Ks. Ignacego Skorupki 1 w Łodzi, reprezentowana przez Arcybiskupa Grzegorza Rysia, Metropolitę Łódzkiego;
  2. inspektorem ochrony danych w Archidiecezji Łódzkiej jest ks. dr Zbigniew Tracz, ul. ks. I. Skorupki 1, 90-458 Łódź, mail: iod@archidiecezja.lodz.pl;
  3. Pani/Pana dane osobowe przetwarzane będą w celu zapewnienia bezpieczeństwa usług i informacyjnym;
  4. przetwarzanie danych jest niezbędne do celów wynikających z prawnie uzasadnionych interesów realizowanych przez administratora lub przez stronę trzecią, z wyjątkiem sytuacji, w których nadrzędny charakter wobec tych interesów mają interesy lub podstawowe prawa i wolności osoby, której dane dotyczą, wymagające ochrony danych osobowych, w szczególności, gdy osoba, której dane dotyczą, jest dzieckiem;
  5. odbiorcą Pani/Pana danych osobowych jest Archidiecezja Łódzka;
  6. Pani/Pana dane osobowe nie będą przekazywane do publicznej kościelnej osoby prawnej mającej siedzibę poza terytorium Rzeczypospolitej Polskiej;
  7. Pani/Pana dane osobowe z uwagi na nasz uzasadniony interes będziemy przetwarzać do czasu ewentualnego zgłoszenia przez Pana/Panią skutecznego sprzeciwu;
  8. posiada Pani/Pan prawo dostępu do treści swoich danych oraz prawo ich sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania zgodnie z Dekretem;
  9. ma Pani/Pan prawo wniesienia skargi do Kościelnego Inspektora Ochrony Danych, gdy uzna Pani/Pan, iż przetwarzanie danych osobowych Pani/Pana dotyczących narusza przepisy Dekretu;
  10. przetwarzanie odbywa się w sposób zautomatyzowany, ale dane nie będą profilowane.