"Don Camillo" Guareschi

Wyznany grzech


Późnym wieczorem, siedząc w konfesjonale, don Camillo dojrzał przez kratkę twarz przywódcy skrajnej lewicy, zwanego Peppone. (...)
- Bóg z tobą, bracie; z tobą, któremu bardziej niż komukolwiek innemu potrzebna jest Jego święta łaska. Od jak dawna nie byłeś u spowiedzi?
- Od 1918 roku - odrzekł Peppone.
- Pomyśl tylko, ile grzechów musiałeś popełnić w ciągu tych dwudziestu ośmiu lat, przy tych wspaniałych ideach, które tkwią w twojej głowie.
- No cóż, sporo - westchnął Peppone.
- Na przykład?
- Na przykład dwa miesiące temu wygrzmociłem księdza proboszcza.
- To ciężki grzech - rzekł don Camillo. - Znieważając sługę Bożego, obraziłeś Boga.
- Żałuję tego! - wykrzyknął Peppone. - Ja zresztą wygrzmociłem księdza nie jako sługę Bożego, tylko jako przeciwnika politycznego. To była chwila słabości.
- A oprócz tego i oprócz przynależności do tej twojej cholernej partii innych ciężkich grzechów nie masz na sumieniu?
Peppone wypróżnił cały swój "worek".

(...) A potem, podczas gdy Peppone klęczał przed balustradą prezbiterium odprawiając pokutę, don Camillo poszedł uklęknąć u stóp Ukrzyżowanego.
- Jezu - powiedział. - Odpuść mi, ale ja muszę go wytłuc.
- Ani mi się waż - odparł Jezus - Ja mu przebaczyłem i ty też musisz mu przebaczyć. W gruncie rzeczy to niezły chłop. (...)
- Panie Jezu, jeżeli dobrze Ci służyłem, uczyń mi łaskę: pozwól przynajmniej, żebym go rąbnął tą grubą świecą.
Świeca - cóż to wielkiego, Panie Jezu?
- Nie - powiedział Jezus - Twoje ręce są do błogosławienia, nie do bicia. (...)
- Niech będzie - jęknął don Camillo składając ręce i patrząc na Ukrzyżowanego.
- Ręce są do błogosławienia, ale nogi nie!
- I to także prawda - odezwał się Jezus z wysokości ołtarza. - Ale proszę cię, don Camillo: jeden raz wystarczy!

Kopniak był jak grom. Peppone zainkasował go bez mrugnięcia okiem, potem wstał i odetchnął z ulgą.
- Od dziesięciu minut na to czekałem - powiedział. - Teraz mi ulżyło.
- I mnie też! - wykrzyknał don Camillo, czując w duszy niebiańską wręcz pogodę. Jezus nic nie powiedział. Ale widać było, że także jest rad.